Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Archiwum -

Być człowiekiem pełniej w myśli Edyty Stein – dusza a duch

14 listopada 2019

Świat, w którym żyjemy, nieustannie gna do przodu. W pogoni za nowymi zdobyczami cywilizacji i techniki coraz rzadziej zadajemy sobie pytania o sens. Chcąc dotrzymać kroku współczesności, wielu z nas nie zwraca już uwagi na to, jak żyje i gubi gdzieś po drodze głębszą wartość swojego codziennego działania. Przykład Edyty Stein dowodzi, że każdy czyn ludzki ma ogromne znaczenie w Bożym planie zbawczym.

Opierając się na wypowiedziach Edyty Stein oraz na jej świadectwie życia i drogi do świętości, autor przypomina o wielkiej wadze ludzkiego działania, odkrywaniu Bożej łaski w życiu i podejmowaniu świadomej współpracy z nią.


 


DUSZA A DUCH

 

Dusza w większości nurtów i tradycji uważana jest za formę” człowieka. Oznacza to istotę” (essentia), formę substancjalną, zasadę tożsamości ontycznej, pierwiastek konstytuujący człowieczeństwo na płaszczyźnie świata teologicznego, metafizycznego, psychicznego, biologicznego i fizycznego. Dusza upodmiotowuje” na sposób subsystentny sferę życia jaźni, świadomość, poznanie, myślenie, wolę, dążenia, wyższe uczucia, procesy duchowe33. Czym zatem jest duch? Czesław Bartnik wyjaśnia, że duch jest jakby jeszcze bardziej wewnętrznym wymiarem duszy, jej osobowym upostaciowieniem i otwarciem na dar łaski. Jest sposobem ukierunkowania na Trójcę Świętą. Duch” oznacza, że człowiek, począwszy od chwili swego stworzenia, jest skierowany ku swojemu celowi nadprzyrodzonemu, a jego dusza jest uzdolniona do tego, by była w darmowy sposób podniesiona do komunii z Bogiem34Podobnie Stein, w sposób jasny i zrozumiały określa zaistniały podział między dusząduchem. Zaznacza jednak, że podział ten nie dotyczy samej duszy bo dusza jest duchowa ale procesu, który w niej zachodzi. Stein mówi, że dusza jako forma ciała zajmuje pośrednie stanowisko pomiędzy duchem i materią, właściwe dla formy rzeczy materialnych. Jako duch, dusza ma swój byt w sobie” i w osobistej wolności jest zdolna wznieść się ponad siebie i przyjąćsiebie życie wyższe. Nie chcę przez to powiedzieć, jakoby w człowieku istniał duch obok duszy. To jedna dusza duchowa rozwija w wieloraki sposób swe istnienie. Podziału na ciało duszę ducha nie należy też braćsensie podziału na ducha (mens) i zmysłowość, czyli na wyższąniższą część” duszy, ani na biorąc pod uwagę samą część” wyższą na ducha w znaczeniu władzy poznawczej (rozum, łac. intellectus) i na wolę. Dusza jest duchem (łac. spiritus) według swej najbardziej wewnętrznej istoty, będącej podstawą wszystkich jej sił35Rozróżnienie duszy i ducha występuje jużlistach świętego Pawła:


Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. Bóg zaś takie daje mu ciało, jakie zechciał; każdemu z nasion właściwe. Nie wszystkie ciała są takie same: inne są ciała ludzi, inne zwierząt, inne wreszcie ptaków i ryb. Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz inne jest piękno ciał niebieskich, inne — ziemskich. Inny jest blask słońca, a inny — księżyca i gwiazd. Jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej. Podobnie rzecz ma się ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne — powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne — powstaje chwalebne; sieje się słabe — powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe — powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało zmysłowe, powstaje też ciało duchowe. Tak też jest napisane: «Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą», a ostatni Adam duchem ożywiającym. Nie było wpierw tego, co duchowe, ale to co ziemskie; duchowe było potem (1 Kor 15,35-46).

 

Komentując te słowa świętego Pawła, Edyta Stein mówi, że jeżeli ciało jest obdarzone duszą (niem. beseeltes Leib), to istnieje też ciało duchowe (niem. Geisteleib). Pierwszy człowiek, Adam, stał się duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym (łac. anima vivens spiritus vivificans). Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co duszne (niem. seelische); duchowe było potem. Nie chodzi tu o żnice między ciałem ożywionym a ciałem duchowym, lecz o podstawę, na której się ona opiera, a mianowicie, o rozróżnienie między duszą żyjącą”duchem ożywiającym”36. Edyta Stein dokonuje następnie uzasadnienia i wyjaśnienia, mówiąc, że dusza jest „żyjąca”, bo ma w sobie swoje własne życie (naturalne) i ożywia ciało. Lecz dusza nie jest źródłem tryskającym, które rodzi z siebie życie jak ożywiający duch” nowego Adama. Źródłem ożywiającym lub budzącym życie jest dusza Chrystusa, ponieważ nosi w sobie pełnię Ducha Bożego i, co więcej, ponieważ w nieograniczonej wolności osoby Chrystusa Jego dusza dysponuje swoją pełnią życia. Nie tylko w naturalny sposób zamieszkuje ona ciało37, ale posiada moc zaczęcia swego życia w ciele i skończenia go, a następnie podjęcia go znowu38. Łączy się tu i przenika mówi Stein naturalny związek duszy z ciałem, przez co dusza jest właśnie duszą, oraz władztwo Boskiej osoby przewyższające osobistą wolność duchów stworzonych. Nie byłoby to możliwe, gdyby dusza ludzka była tylko „żyjącą” jak dusza” zwierzęca. Dusza ludzka jest ze swej natury duchem uformowanym osobowo, zdolnym przyjąć życie Boże. Dlatego może panować nad swoim ciałem i nad swą naturą39. Dostrzec tu można własne działanie (moralne lub niemoralne) człowieka jako podmiotu i przejąć coś z mocy Chrystusa nad pełnią ducha (jako dar łaski, charyzmat już w tym życiu, albo jako jej wieczna nagroda w życiu chwały). Granica między jej istnieniem jako duszy (związanym z ciałem) a istnieniem duchowym (zwróconym ku Bogu) przebiega przez samą jej istotę. Dlatego słowo Boże jest bardziej przenikające niż miecz obosieczny”, bo przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha (por. Hbr 4,12)40.

Chcąc zatem wyjaśnić naturalną działalność ducha w człowieku, należy zaznaczyć, że wynika ona z całościowej struktury bytu duchowo-rozumowego. Święty Jan od Krzyża, którego przytacza Edyta Stein, mówi, że dusza jest rzeczywistością wyposażonąróżne władze: niższe i wyższe, albo zmysłowe i duchowe. W części niższej jak i wyższej władze owe dzielą się na poznawcze i pożądawcze (nie jest to bezpośrednia wypowiedź Jana, wynika jednak ona z jego nauki). Zmysły są wprawdzie organami ciała, lecz jednocześnie oknami duszy, przez które poznaje ona świat zewnętrzny. Zmysłowość jest wspólna ciału i duszy. Jan mało zajmuje się jednak stroną cielesną. Zmysłowe poznanie nie jest możliwe bez czynności duchowej. Tym można tłumaczyć ścisłe powiązanie wyższego i „niższego bytu duchowego. Nie są to piętra zbudowane jedno na drugim. Określenie wyższa i „niższa część jest tylko przestrzennym obrazem dla czegoś, co posiada byt całkowicie nieprzestrzenny. Jan wyraźnie mówi, że dusza jako duch nie ma ani wysokości, ani głębokości, jak ciało41. Akt duchowy i zmysłowy są w dziedzinie naturalnej ściśle ze sobą złączone, choć okna zmysłów” nie doprowadzają do poznania świata zmysłom podpadającym, jeśli duch nie zechce przez nie patrzeć. Duch jednak potrzebuje tych właśnie okien, aby spojrzeć na świat. Inaczej mówiąc, zmysły dostarczają mu materii, którą on się zajmuje42.

Święty Augustyn zadecydowałpodziale duszy na trzy władze, ze względu na trynitarną strukturę ducha. Święty Jan od Krzyża rozwinął tę myśl i wziął wzajemny stosunek trzech sił duchowych i trzy cnoty teologalne. Tu właśnie dotykamy decydującego punktu w jego nauce o duchu. Jan mówi między innymi, że w swojej naturalnej działalności duch związany jest ze zmysłami. Przyjmuje, co mu podają, przechowuje, co dostrzegają; przy sposobności przypomina to sobie i łączy z innymi skojarzeniami. Przez porównanie, uogólnienie, wnioskowanie, dochodzi do poznania pojęciowego, do wydawania sądów i wyciągania wniosków, co jest sprawnością właściwą rozumowi. Podobnie wola zajmuje sięnaturalny sposób tym, co jej przekazują zmysły, znajduje w tym radość, szuka, jak to posiąść, czuje ból z powodu straty, nadzieję posiadania i obawę utraty43. Duch nie jest do tego przeznaczony pisze święty Jan aby poznawać rzeczy stworzone i nimi się radować; one go krępują i odwracają od jego właściwego i pierwotnego bytu. Duch musi się uwolnić od tych pęt i wznieść do bytu prawdziwego, do którego został stworzony. Jego spojrzenie winno być skierowane na Stwórcę. Bóg tu pobudza i Bóg tu dokonuje wiele, ale wymaga współpracy człowieka, jego właściwego czynu duchowego. Osiąga się to dzięki temu, że naturalnym władzom zostaje udzielone coś”, co je mocniej przyciąga i cieszy niż poznanie i użycie osiągane w sposób naturalny44.

Co zatem oznacza duch? Edyta Stein przytacza dalej świętego Jana, który mówi, że duch oznacza w szerokim ujęciu nie tylko rozum, lecz i serce, które dochodzi przez nieustanne obcowanie z Bogiem do zażyłości z Nim, poznaje Go i miłuje45.

Święty Jan następnie rozwija tę myśl, dodając stwierdzenie, że Bóg jest czystym duchem, prawzorem wszelkiego bytu duchowego. Dlatego ducha rozumie w pełni tylko Bóg; jest On tajemnicą, która jednak nie daje nam spokoju, gdyż kryje w sobie tajemnicę naszego własnego bytu. Mamy do niej dostęp w takiej mierze, w jakiej nasz własny byt jest duchowy. Duch stworzony jest ograniczonym obrazemBoga, choć podobnym Jemu jako odbicie, to ograniczonym jako Boże przeciwieństwo. Jest jednak zdolny przyjąć Boga i w swej formie najdoskonalszej może się z Bogiem zjednoczyć we wzajemnym, wolnym, osobowym oddaniu. Duch stworzony o tyle jest zdolny wznieść się aż do Niego, o ile wznosi się ponad samego siebie. Bóg jest Stwórcą i podtrzymuje w bycie każde istnienie. Jest przyczyną istotną, wszystko podtrzymującą46.

Widzimy więc jasno, jak szczególnie rozdwojony jest ten byt duchowy. Edyta Stein mówi, że jeśli chcemy podzielić wszystko, co rzeczywiste, na ducha i materię, to nie ma innej możliwości określenia jej, gdyż nie jest ona ani przestrzenna, ani wyczuwalna zmysłami, jak wszystko, co przestrzenno-materialne. Jednakże dusza z natury jest związana z materiąto jąsposób istotny odróżnia od czystych duchów, a znajduje swój wyraz w twierdzeniu, że dusza jest formą ciała. Duch jako dusza buduje człowieka w materii i przestrzeni, z momentu na moment, jako ciągle poruszanązmieniającą się istotęten sposób, że to, co zewnętrzne, jest rzeczywiście nieustannie wyznaczane i formowane przez wnętrze i przez to, co najbardziej wewnętrzne najbardziej duchowe i najodleglejsze od materialności, co porusza duszęjej głębi. To duch tworzy wszelką materialność47. Rozpatrując byt duchowy jako uświadomione w sposób wolny życie osobowe, musimy powiedzieć, że jest ono najpierwotniejszą formą” istnienia duchowego. Często mówimy o duchu również w przypadku tworów nieosobowych. Edyta Stein podaje tu prosty, ale ciekawy przykład. Wyrażamy się o książce, że jest pełna ducha”, zwykliśmy też nauki dzielić na przyrodnicze i o duchu czyli humanistyczne. Za przedmiot nauk duchowych” uważa się przy tym nie tylko osoby i życie osobowe, lecz wszystko, co stworzył duch ludzki. Trzeba pamiętać, że to, co duchowe, oddzieliliśmy w pewnym sensie jako określoną dziedzinę rzeczywistości od tego, co materialne, lecz z drugiej strony uznaliśmy to za powracającą w różnych dziedzinach rzeczywistości podstawową formę istnienia. Melodia nie jest dla nas jedynie prostym następstwem tonów dostrzeganych zmysłami. Śpiewa przez nią dusza ludzka radośnie albo żałośnie, przyjemnie lub groźnie. Rozumiemy jej mowę”. Działa ona na duszę i porusza ją. Jest to spotkanie z pokrewnym nam życiem. Nie twierdzimy, że śpiewak lub skrzypek przeżywają właśnie to, co wyrażają swym śpiewem czy grą. Często zdarza się, iż twórca wyraża w swym utworze własne przeżycia. Może on jednak również tylko wczuć” się w coś, co domaga się artystycznego wyrazu, i dopomóc mu do wyrażenia się.

Rozumiemy wówczas to coś”, nie myśląc przy tym o artyście, który nam je udostępnił. Podobnie pojmujemy sens utworu poetyckiego. To, co stanowi następstwo wyrazów w wierszu lub tonów w melodii, stanowi twór sensu” szczególnego rodzaju: domaga się on tego, aby uzyskać życie w pewnej duszy.

Do urzeczywistnienia tego dopomaga mu zarówno dusza artysty, jak i dusza słuchacza48. Powyższy przykład może stanowić potwierdzenie podmiotowości działania moralnego, którym jest człowiek. Także tu, w sferze duchowej, musi występować działanie, które może być świadome lub nieświadome, ale którego podmiotem w tym przypadku jest zawsze człowiek. Reasumując, możemy powiedzieć, że życie duszy i jej działanie jest tym właśnie urzeczywistnianiem”, o którym mówi Stein. Materiałem i treścią tego działania jest sama dusza, jej życie duchowe. Duch jest sensem i życiem w pewnym urzeczywistnieniu: życiem wypełnionym sensem. Stein dodaje, że jedno i drugie stanowi całkowitą jedność tylko w Bogu. U stworzeń trzeba odróżnić pełnię życia kształtowaną przez sens, i sens urzeczywistniający się w pełni życia. Sens bez pełni życia jest ideą urzeczywistniającą się dopiero w istocie żyjącej. Ani sens, ani należąca do ducha pełnia życia, nie mają nic wspólnego z materialnością przestrzenną49.

 


33 Por. Cz. Bartnik, Dogmatyka katolicka, t. 1, Lublin 2000, s. 386.

34 We wszystkich religiach, kulturach i kierunkach myśli – jak mówi Czesław Bartnik – dusza była i jest ujmowana jako różna od ciała i ontycznie doskonalsza, co nie przeszkadzało nieraz tłumaczyć ją ostatecznie również poprzez materię najbardziej subtelną i doskonałą, oznaczającą właściwie tyle, co „bytowość”, „realność”. W tym sensie duszę uważali za „najdoskonalszą materię” nawet niektórzy uczeni chrześcijańscy: św. Justyn, Tertulian, św. Jan Kasjan, św. Bonawentura […]. Ogólnie jednak myśliciele chrześcijańscy tłumaczą byt duszy jako duchowy, różny od ciała. Ludzka refleksja wypracowała niemal powszechny pogląd o niecielesności (nieśmiertelności) duszy. Słuszności tej refleksji dowodzi ogromna liczba zjawisk antropofanijnych: fenomen własnego „ja”, jaźni, podmiotu niematerialnego; zjawisko świadomości, zwłaszcza „głębokiej”; zjawisko refleksji ludzkiej „wiem, że wiem”; poznanie umysłowe; fenomen woli; miłość wyższa, ofiarna, altruistyczna; życie wewnętrzne (doskonałość, świętość, asceza, mistyka, ekstaza); poczucie szczęścia i nieszczęścia, wartości i antywartości, życia i śmierci, sensu i bezsensu. Wszystko to ukazuje niezwykły pierwiastek duszy, jej świat i jej naturę różną od rozpoznawanej empirycznie materii. I dla takiego rozpoznania nie trzeba objawienia, łaski z góry ani wiary religijnej. Por. Cz. Bartnik, dz. cyt., s. 386.

35 Por. E. Stein, Byt skończony…, s. 459.

36 Por. E. Stein, Byt skończony…, s. 459-460.

37 Można to rozumieć dwojako: 1) jako obciążenie duszy przez ciało materialne, które Chrystus wraz ze swą ludzką naturą przejął na czas życia ziemskiego, od którego był jednak uwolniony w zmartwychwstaniu; 2) jako „wkształtowanie” się w stosowne dla duszy ciało, „wkształtowanie” mające miejsce także w stanie uwielbionym. Por. tamże, s. 21.

38 Por. tamże, s. 460.

39 Tym, którzy przyjmują Słowo Boże, zostaje udzielone „nowe życie”. Tym nowym życiem mogą oni w sposób wolny dysponować. Potwierdzają to słowa Ewangelii według św. Jana (por. J 1,12).

40 E. Stein, Byt skończony…, s. 460.

41 Por. E. Stein, Wiedza Krzyża, Kraków 1999, s. 130.

42 Por. tamże, s. 129-130.

43 Por. tamże, s. 131-132.

44 Por. tamże, s. 132.

45 Por. tamże, s. 133.

46 Por. tamże, s. 170-171.

47 Por. E. Stein, Byt skończony…, s. 389.

48 Por. tamże, s. 390-391.

49 Por. tamże, s. 391.

 


Życiorys

EDYTA STEIN (18911942)

Edyta urodziła się 12 października 1891 roku we Wrocławiu (wówczas miasto leżało w granicach Niemiec), jako jedenasta i ostatnia córka żydowskiego małżeństwa. W wieku dwóch lat została osierocona przez ojca, a jej liczna rodzina była wychowywana z mądrością przez matkę, kobietę głęboko religijnąmocno przywiązaną do żydowskiej tradycji. Edyta była jednak dziewczynką niezależnąszczególnie błyskotliwej inteligencji. W wieku około piętnastu lat porzuciła wiarę, w której została wychowana, gdyż nie dawała jej ona poczucia wiary w opiekę Boga. Przez cały okres młodzieńczy skłaniała się do kultu prawdy (rozumianego jako rozwój poznania) oraz do obrony godności kobiety. Uczęszczała na uniwersytet, ze względu na płeć stanowiąc przypadek dość rzadki w tamtych czasach. Była także jedyną kobietąrodzinnym mieście, która zapisała się na wydział filozofii. Wkrótce przeniosła się do Getyngi, prawdziwego miasta uniwersyteckiego, gdzie doszło do pierwszego, ważnego w jej życiu spotkania spotkania z filozofem Edmundem Husserlem, twórcą fenomenologii.

Pozostając pod wrażeniem uczciwej surowości myśli mistrza, obroniła pod jego kierunkiem dyplom z najwyższymi ocenami, omawiając w swojej pracy problem Einfühlung”, który to termin możemy przetłumaczyć jako wczucie. Husserl poważał ją tak bardzo, że uważał ją za gotową do objęcia katedry, a kiedy Edyta została przeniesiona do Fryburga, wybrał ją na swą asystentkę. Edyta musiała porządkować ogromną ilość manuskryptów i notatek stenograficznych, które powierzał jej mistrz.

pewnym liście z roku 1917 Edyta napisała: Ostatnim wynalazkiem mistrza jest to, że, przede wszystkim, muszę pozostaćnim aż do czasu, gdy wyjdę za mąż, następnie, że mogę wziąć za męża wyłącznie mężczyznę, który także stanie się jego asystentem dotyczy to również dzieci. Pełnia nieszczęścia!

Zasługą Husserla, człowieka bardzo wymagającego, było to, że szkolił własnych uczniów według zasady: Zu den Sachen trzeba powrócić do rzeczy, powrócić do fenomenu tak, jak się on prezentuje.

Tej szczególnej wierności intelektowi nie mogła realizować Edyta, sama nie będąc przez nią dotknięta, wewnętrznie naznaczona również przez pewne szczególne fenomeny.

Niektóre bardziej znaczące to: pewne interesujące studium na temat Ojcze nasz w języku starogermańskim; spotkanie z fascynującą osobowością Maxa Schelera genialnego, ale nieuporządkowanego neokonwertyty; w końcu dwa lata doświadczeń na froncie w czasie pierwszej wojny światowej jako siostra Czerwonego Krzyża co spowodowało jej kontakt z cierpieniem. Wszystkie te fakty pozwoliły jej odkryć fenomen religijny.

czasie lata roku 1921 Edyta była przez dość długi okres gościem nawróconego na protestantyzm zaprzyjaźnionego małżeństwa Conrad-Martius. Pewnego wieczoru, kiedy oboje małżonkowie musieli wyjechać, pozostawili jej do dyspozycji własną bibliotekę. Oto relacja o tym, co się przydarzyło: Bez wybierania, wzięłam pierwszą książkę, która wpadła mi w ręce. Był to wielki tom, który nosił tytuł: Życie świętej Teresy z Avila, napisane przez nią samą. Zaczęłam czytać, a wkrótce lektura tak mnie pochłonęła, że nie mogłam jej przerwać. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie oto jest prawda!161.

Na lekturze spędziła całą noc; rankiem poszła do miasta, aby kupić katechizm i mszalik, przestudiowała go dogłębnie i po kilku dniach udała się na pierwsząswoim życiu mszę świętą.

Nic nie pozostało dla niej niejasnego. Mówiła: zrozumiałam każdą najmniejszą ceremonię”. Na koniec poszła do księdza, do zakrystii, i po krótkiej rozmowie poprosiła go o chrzest. Po dokładnym egzaminie, ksiądz zorientował się, że nie ma żadnej prawdy wiary, która nie byłaby jej znana. Chrzest został ustalony na Nowy Rok, tj. 1922, i tej okazji otrzymała imię Teresa.

Przejście na nową wiarę oznaczało głębokie rozdarcie związku pomiędzy Edytąjej matką, która nie była wstanie zrozumieć decyzji córki. Rozdarcie to musiało dalej w sposób tajemniczy pogłębić sięwzmóc, kiedy Edyta zdecydowała się na wstąpienie do zakonu karmelitańskiego w Kolonii. Zanim to nastąpiło, od 1928 do 1931 roku uczestniczyła w licznych kongresach i była proszona oprowadzenie konferencji w Kolonii, Fryburgu, Bazylei, Wiedniu, Salzburgu, Pradze, Paryżu. Ostatecznie, w roku 1932, otrzymała docenturęMünster w Wyższym Instytucie Germańskim Pedagogiki Naukowej. Nie upłynął jeszcze rok od jej nominacji, gdy Hitler został Kanclerzem Rzeszy i nakazał usuwanie Żydów ze wszystkich urzędów publicznych. 25 lutego 1933 roku Edyta poprowadziła swój ostatni wykład.

Był to Święty Rok Odkupienia, a wiadomości o nazistowskich prześladowaniach Żydów zaczęły przybierać na sile. Nic już nie trzymało jej w świecie, i tego powodu otrzymała pozwolenie na wstąpienie do zakonu karmelitańskiego, gdzie przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża.

Za klauzurą żyła pokornie, jak wszystkie inne siostry, które nic nie wiedziały ojej sławie ani zdolnościach, i osądzały ją wyłącznie na podstawie jej trudności w pracach manualnych. Przełożeni sądzili jednak, że jej zdolności winny zostać docenione i poprosili, aby kontynuowała stosownie do nowego stylu życia monastycznego i modlitwy działalność naukową. W 1938 roku, ze względu na nasilenie rasizmu, pomyślano o ratowaniu Edyty poprzez przeniesienie ją do holenderskiego zakonu w Echt. Udała się tam razem ze swoją siostrą Różą, która przeszła za nią na wiarę katolickąoczekiwała, by także wstąpić do zakonu.

roku 1939 wybuchła druga wojna światowa. Przełożeni poprosili Edytę, aby napisała książkęmyślach i doświadczeniach świętego Jana od Krzyża, którego okrągłą rocznicę narodzin właśnie obchodzono. Posłusznie i radością, spełniła nakaz, tytułując dzieło: Wiedza Krzyża (Scientia Crucis).

roku 1942 zaczęły się masowe deportacje Żydów. Episkopat holenderski zaprotestował przeciwko temu i otrzymał zapewnienie, że nikt nie tknie tych Żydów, którzy przeszli na katolicyzm. To jednak biskupom katolickim nie wystarczyło i liście, który 26 lipca został odczytany we wszystkich kościołach, oficjalnie potępili oni wywozy.

27 lipca, w odwecie, Komisarz Rzeszy sporządził tajną instrukcję:

Widząc, że biskupi katoliccy zaangażowali siętą sprawę, i niestety nie można ich osobiście dotknąć, wszyscy Żydzi katolicy do końca tygodnia zostaną deportowani. Nie będziemy liczyć się z żadną interwencjąich strony.

2 sierpnia miała miejsce pierwsza deportacja. Wówczas niewielu jeszcze wiedziało, że deportację winno sięrzeczywistości nazywać ludobójstwem. Tego samego dnia, u drzwi zakonu w Echt zjawiło się Gestapo, aby zaaresztować „żydowską zakonnicę”. Pozostało jej niewiele minut . Na jej stole Wiedza Krzyża jest prawie ukończona; dzieło doprowadziła do chwili, w której opisuje śmierć św. Jana od Krzyża. Ostatnie słowa Edyty, które słyszały współsiostry, skierowane były do przestraszonej Róży: Chodź, idziemy cierpieć za nasz lud”. W krótkim czasie, przed przewiezieniem do Oświęcimia, siostry otrzymały od Edyty telegram zaadresowany do przełożonej, w którym prosi, żeby zaniechać wysiłków, które zostały podjęte w celu jej uwolnienia. Było tam napisane:

Nie można nabyć wiedzy Krzyża inaczej, jak tylko podejmując naprawdę ciężar Krzyża. Miałam co do tego wewnętrzne przekonanie do pierwszego momentu i powiedziałam sobie w głębi mojego serca: witaj Krzyżu, moja jedyna nadziejo162.

 


161 Zob. Ch. Feldmann, Cena miłości, Warszawa 1998, s. 51.
162 Por. E. Muro, Teraz, kiedy jest godzina dwunasta w nocy, Poznań 1998, s. 158.

Źródło: https://www.salwator.com/byc-czlowiekiem-pelniej-w-mysli-edyty-stein,42,837,produkt.html



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: