Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel -

frOPs Łk 12, 35-48

13 listopada 2018

Kiedy stałem nad umierającym ojcem, który kilka godzin wcześniej przyjął Ciało Chrystusa Pana  przyszła mi na myśl przerażająca refleksja. Wyobraziłem sobie duszę, która uświadomiła sobie, że się spóźniła…, a drzwi są już zamknięte. Zegarek naszego życia w każdej chwili może się zatrzymać, ale co tam…, przecież my mamy jeszcze czas, prawda?! I tak w kółko powtarzamy jak mantrę jeden i ten sam refren…

Nie, to jeszcze nie koniec! Jeszcze trochę pożyję… 



Papieskie Intencje Ewangelizacyjne 
listopad - Intencja ogólna: 

Aby język serca i dialogu przeważał zawsze nad językiem oręża.

 


OP - Ostatni Przystanek
OP - Ojcowie Pustyni

Kobieta

Posted: 20 Sep 2017 10:00 PM PDT

Pewien brat zapytał starca: „Czy, jeśli udam się do braci, powinienem z nimi jeść”. Starzec odpowiedział mu: „Z kobietą nie jedz”.


 

Naprawdę mnie kochasz?

Człowiek, który kocha drugiego człowieka nosi go w swoim sercu i jest zawsze skierowany ku niemu, jest na niego otwarty i gotowy, by go bronić… czy to przed jakimiś kalumniami, czy wprost przed fizyczną przemocą. I może właśnie dlatego miłość, do której wzywa Chrystus jest taka trudna, bo: nie da się kochać i jednocześnie nie wychylać poza siebie samego :-). Pewnie jakoś to sobie adoptujesz  na użytek najbliższych,  ale przyznaj… jeżeli chodzi o mnie, to pewnie nie raz zadajesz sobie to sakramentalne pytanie: czy w ogóle warto się narażać? A Pan mówi dzisiaj:

Jeżeli naprawdę Mnie kochasz, to kiedy kieruję do ciebie teraz te same słowa, które dwa tysiące lat temu usłyszeli ode Mnie Moi uczniowie, to nie po to abyś się bał ale po to, abyś przyjrzał się temu co ukrywasz w swoim sercu i czy rzeczywiście jest w twoim sercu dość miejsca dla Mnie – Stwórcy i Odkupiciela – a więc należnego Mi miejsca.

Ci Apostołowie, którzy uciekli – jak pamiętamy pod krzyżem został tylko święty Jan – doświadczyli tego bólu, że jeszcze nie do końca uwierzyli Jezusowi, że jeszcze Go nie pokochali wystarczająco mocno. Raczej dbali o własną skórę i to jak ją zachować. Widzieli więc niegodziwość faryzeuszy ale zobaczyli swoją własną. Miłość Jezusa także widzieli. Doskonale znali cenę tej miłości. Nie znali tylko jej wartości. Nikt jej nie zna, bo:Jej miarą jest Miłość bez miary”. Jakże potwornie Pan musiał cierpieć, wierny swojemu Ojcu i wszystkim, do których przyszedł. Jednak nikomu nie opłacało się wówczas stanąć w obronie Tego, który mówił, że po trzech dniach zmartwychwstanie, bo: któż o zdrowych zmysłach wierzyłby w takie brednie? Dopiero gdy Pan przyszedł do nich – tak jak zapowiedział – doświadczyli pełni wiary i miłości. Dopiero wtedy poznali prawdę o sobie i dopiero wtedy “Ten” Jezus już na dobre zagościł w ich sercach.

Ile ja z tej pełni doświadczyłem? Wiem jedno: Pan natchnął mnie miłością jakiej nigdy wcześniej nie zaznałem. Postanowiłem iść z Chrystusem dokądkolwiek mnie poprowadzi, choćby przeciw legionom. Teraz jednak moim najgorszym wrogiem nie są legiony ale mój lęk o najbliższych i tych najdalszych, który diabeł podsyca każdego dnia. Nie po to prowadził mnie przez dwadzieścia lat w otwartym konflikcie z Jezusem bym teraz dawał wiarę Jezusowi na tę okoliczność, że zawsze za szybko odchodzą od nas ci, których najbardziej kochamy. Miłość, to kwestia decyzji. Trzeba mi “wypalić” w sercu, a jeśli trzeba na przedramieniu te słowa, które szaleniec Niepokalanej św. Maksymilian z pewnością często powtarzał swoim braciom. To najprostsze równanie na świecie:

w=W

“Jeżeli moja wola jest podporządkowana całkowicie Woli Bożej, to ani grzech, ani śmierć… nie mają już nade mną żadnej władzy!”

Trud całkowitego podporządkowania Bogu własnej woli na początku wydawał mi się nieosiągalną abstrakcją. Wiedziałem, że powinienem walczyć z tą niedorzecznością, a jednak najczęściej doszukiwałem się jakiejś pułapki, nie dowierzałem nawet faktom. Minęło kilka lat. Odpadli ziemscy sojusznicy w tej walce z sobą samym, ale to wcale jeszcze nie oznacza, że ten trud jest daremny i osiągnięcie celu nie jest możliwe. Nie dla Miłości. Załóżmy przez chwilę, że o normie w jakiejś wspólnocie stanowi patologiczna większość, albo bardzo zręczna mniejszość -tak czysto teoretycznie :-D. Czy patologia przestanie nią być tylko dlatego, że ktoś samozwańczo określi ją mianem obowiązującej normy? Mądrzy tego świata, tak jak np.. Dawkins w “Bogu urojonym” –  w “naukowy” sposób próbują przekonywać, że wiara w zmartwychwstanie jest tylko pseudonaukowym radzeniem sobie z tą nieuchronnością śmierci. Akurat rozumiem intencje Dawkinsa, ale kompletnie nie rozumiem ludzi, których powinni “prowadzić” mnie do Chrystusa, a sami po prostu nie potrafią kochać – jak u Shakespeare’a:

Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać.
Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić.
Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać.
Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz.

Poznałem wielu takich ludzi. “Nawracają” całe wspólnoty, a w rzeczywistości są naiwni jak dzieci. Pewnie nigdy nie słyszeli nawet o tym ile trzeba samozaparcia i prawdziwego męstwa, aby się nie poddać w pół drogi, gdy stojąca nad tobą kostucha triumfalnie patrzy ci w gasnące oczy. Długo nie mogłem zaufać bardziej Jezusowi i przestać bać się śmierci. Patrzyłem długo i obojętnie na podważających Jego świadectwo śmierci i życia. Zamiast wypełniać swoje życie żywym Bogiem, wypełniałem je pamięcią o miliardach zwłok, do których wcześniej czy później dołączę.

Matuchno Niepokalana, prowadź mnie przez te wszystkie moje wątpliwości, lęki i obawy prosto do  umiłowania Chrystusowego Krzyża. Kiedy pomagam mu Go nieść wtedy Jezus jest najbliżej mnie. Przyjdź Panie Jezu!



EWANGELIA
Oczekiwanie powrotu Pana
Łk 12, 35-48
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów. 35 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! 36 A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. 37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. 39 A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. 40 Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie». 41 Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?» 42 Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas rozdawał jej żywność? 43 Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. 44 Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 45 Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, 46 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. 47 Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. 48 Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

Oto słowo Pańskie.


Rozważanie

40 Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».

Przyjdzie jako kto? Jako kostucha? Jako jakiś upiór? Przecież Chrystus mówi o sobie: Ja jestem Drogą i Prawdą i Życiem, nie ma tu miejsca na śmierć. Po to przyjął nasze ciało, aby zaświadczyć o miłości do nas. Miłości, która nie jest limitowana, nie jest warunkowa. Jest absolutna, nie podlegająca dyskusji. Gdy Chrystus wykrwawiał się na krzyżu był łatwym celem dla zgrai szyderców. Fakt Jego umierania był dla nich koronnym argumentem na rzecz tego, że Chrystus był kłamcą… – jak Bóg może dać się ukrzyżować? Poza tym nawet cierpliwie czekali… – On Eliasza woła. Wstrzymajmy się jeszcze przed powrotem do domu, zaczekajmy chwilę. Może Eliasz przyjdzie i Go wybawi?

Wiemy, że miłość jest cierpliwa. Ci, którzy cierpliwie przeżyli żałobę doświadczyli radości  spotkania ze Zmartwychwstałym. Kiedy szedłem na cmentarz pożegnać ojca, nie patrzyłem na tatę jako na tego, który utonął w ramionach Chrystusa Pana, który również za niego przelał swoją krew i również dla niego powrócił do życia. Nie był to też jedynie akt złożenia zwłok do dołu w wykopanego w ziemi.  Nie widziałem tego spotkania ojca z Ojcem, ale też nie widziałem jak ciało mojego taty zostało przysypane ziemią.  Ci, którzy patrzyli na wykrwawiającego się Chrystusa mieli dowód: przecież widzieliśmy na własne oczy. Przecież niemożliwe było, żeby to stało się jakąś iluzją. Nie mogę dać wiary w jakieś pogłoski, że Ten, który na moich oczach sczezł w czeluściach piekieł powrócił do życia.

Jakże bardzo potrzeba nam łaski żywej wiary, by o jej jakości nie decydowały nasze doznania, czy przekonania, ale słowo Chrystusa Pana, którego On nie rzucił na wiatr. Jeżeli Chrystus mówi o gotowości, to również ma na uwadze to nieustanne otwieranie się na Prawdę, która przyszła wraz z Nim na ten świat. Jeżeli żyję tą Prawdą, to nie zostanę Jej pozbawiony nawet w okresie żałoby. Dlatego przeżyłem to najboleśniejsze rozstanie razem z Tym, który doskonale wiedział co to znaczy zostać odrzucony. Umierał na oczach tych, którzy jeszcze perwersyjnie wykorzystywali  ten moment, by zadać Mu jeszcze większy ból,  by jeszcze się poznęcać. Ich nie stać było na wrażliwość, tak jak wielu tych, których znam.

37 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. 38 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Nie jest wykluczone, że owym szczęśliwym sługą był mój tato. Był przygotowany i w tęsknił w sercu za Bogiem. Ja jednak cierpiałem, byłem skoncentrowany na tym co przeżywałem. Nie potrafiłem inaczej. Nie wiem kiedy pojawiła się wiara i ufność Bogu, ale przezwyciężyła we mnie wszystko co wątłe i kruche. Łatwiej mi teraz modlić się dla każdego o taką wiarę, aby śmierć tych, których kochamy i tęsknota za nimi, nie przysłoniła nam nadziei na życie wieczne.


Varia

28 października 2017 13:20

Dziś imieniny taty i siódma rocznica jego śmierci dla świata i narodzin dla nieba. Właśnie wróciłem z małego wypadu rowerkiem na cmentarz. To nie daleko – jeden cały Różaniec 😀 Jechałem drogą rowerową obok zalewu. Niebo spowijały ołowiane chmury. Z daleka zauważyłem jakby jaśniejszy pas nieba i poprosiłem Niepokalaną Matuchnę o… wyraźny znak – co z moim tatą i mamą. Gdy w drodze powrotnej mijałem miejskie kąpielisko, na asfaltowej dróżce dla rowerów zobaczyłem swój własny cień. Obejrzałem się i wszystko stało się jasne za sprawą słońca, które właśnie przebiło się na chwilkę przez chmury 😀 Przypomniałem sobie wówczas, że właśnie tu w upalne lato 2015r. wyleczyłem pływaniem swój konflikt barkowy, którego dorobiłem się pracując na odlewni. Mój bark kilka miesięcy skutecznie opierał się intensywnej rehabilitacji… teensom, laserom, krioterapiom, magnetoterapiom. Nawet zrobienie badania usg okazało się wykonalne dopiero po przyjęciu zastrzyku z lidokainą 😀 Kiedy wróciłem przemoknięty i przepocony, moja siostra – chyba nawet nie wiedząc gdzie pojechałem – powiedziała: stałam w kuchni przy oknie i w pewnym momencie zaświeciło słońce, pomyślałam pewnie modlisz się na grobie taty. 

Tego dnia znów modliłem się razem z rodzicami, tą samą modlitwą,  którą modliliśmy się razem tylko przy wigilijnym stole.

Długo na tą moją modlitwę czekali…

 


 

29 października 2017 01:59

Czy jestem gotowy na śmierć?

Tak. W każdej chwili dnia i o każdej porze nocy, jestem gotowy na spotkanie ze swoim Stwórcą i Odkupicielem.

Nie oszukujmy się… w tej kwestii jesteśmy ciągle jeszcze jak mój brat. Psychologia mówi o trzech rodzajach postaw wobec czasu. Tak się składa, że jest nas troje i akurat występują wszystkie trzy. Jeśli jest godzina 4:04, to dla mnie to po prostu czwarta cztery i to zamyka temat. Ale dla mojej siostry Elżbiety 4:04 to już czwarta dwadzieścia cztery. Ciągle jest przed czasem i to zwykle z dużym wyprzedzeniem. Za to dla mojego brata Adama godzina 4:04 to dopiero 3:44. On zawsze ma czas i… pewnie dlatego na Mszę św. jest zwykle spóźniony 😀 Przenieśmy to na życie duchowe. Jasne, że dla siostry to “być zawsze przed” jest uciążliwe, ale w sumie czuwa. Inaczej sprawa ma się w przypadku Adama. On ma czas na wszystko, a zwłaszcza na nawrócenie.


Kiedy stałem nad umierającym ojcem, który kilka godzin wcześniej przyjął Ciało Chrystusa Pana  przyszła mi na myśl przerażająca refleksja. Wyobraziłem sobie duszę, która uświadomiła sobie, że się spóźniła…, a drzwi są już zamknięte. Zegarek naszego życia w każdej chwili może się zatrzymać, ale co tam…, przecież my mamy jeszcze czas, prawda?! I tak w kółko powtarzamy jak mantrę jeden i ten sam refren…

Nie, to jeszcze nie koniec! Jeszcze trochę pożyję… 

Może tak być, a być może nie… Właśnie tak myśląc pozwoliłem diabłu na wykoślawianie rzeczywistości, jaką była w dziele stworzenia, a więc jasna, czysta i prosta. Tak jak odpowiedź na dwa proste pytania Jakie Boże dzieła przypisuję sobie? Czy kocham Boga całym swoim sercem, całym swoim umysłem i o każdym czasie?

Nie, to jeszcze nie koniec! Jeszcze trochę pożyjesz…

Nie jedną zaliczysz wpadkę, nie jednym wstydem okryjesz

Lepiej przystań na chwilę, ktoś tam poczeka z obiadem…

Przez tych chwil parę świat i bez ciebie da sobie radę

Był czas, że i przy mnie była ukochana kobieta. Nawet trzy. Były mi całym światem, ale zawsze przychodził ten dzień, w którym usłyszałem: Masz fajną dziewczynę, ale… ona nie jest dla ciebie. Czy bycie z nią sprawia, że jesteś kimś? Ona cię wykorzystuje jak rzecz, która jest akurat potrzebna, a ty boisz się do tego przyznać. Minęło dwadzieścia pięć lat. Zebrałem sporo doświadczeń i boleśnie się o tym przekonałem, że to była prawda. Nawet nie zauważyłem kiedy zostałem uprzedmiotowiony. Często oddanie nawet najdrobniejszej rzeczy kojarzy się z jakąś stratą, czasem wręcz porażką, a przecież w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Czy wykorzystuję należycie dany mi czas na poznawanie tej nie dostrzegalnej zmysłowo sfery rzeczywistości, ale… jednak poznawalnej.


 

29 października 2017 03:00

W Ogrójcu Pan potwornie się bał, do tego stopnia, że pocił się krwią ale w decydującym momencie swojego życia oddał ducha w ręce swojego Ojca, wcześniej modląc się za swoich oprawców. Naprawdę chcesz kochać tak kiedyś? A może już sama myśl o tym jest tak nieznośna, że chcesz przed nią uciec?  Moimi oprawcami właśnie były takie moje myśli, które chciałem zagłuszyć,  od których uciekałem, a przynajmniej usilnie się starałem uciec. Tymczasem to byli już stali rezydenci, którzy dużo wcześniej otrzymali prawo obywatelstwa w moim sercu. Zadomowili się w mojej duszy i w końcu przekonali mnie, że jeżeli w ogóle istniał Jezus, to nie miał racji, że całe to zmartwychwstanie wymyślili biedni, zalęknieni i słabi ludzie, którzy nie chcieli – albo nie byli w stanie – pogodzić się ze śmiercią.  Zło przyjmuje najprzeróżniejsze strategie by nas do siebie przekonać.

 

35 Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!

 

Zaufałem Panu i teraz po prostu robię to, co do mnie należy. Sprzeciwiam się temu wszystkiemu, co stara się podważyć świadectwo Jezusa Chrystusa, mojego Pana, a On sprawia, że każda moja modlitwa – tak czynna, słowna, jak i ta w myślach, jest pełna pokoju pomimo odrzucenia, osamotnienia i bólu.


 

30 października 2018 00:32 osiem lat i dwa dni po śmierci taty

Kiedy dowiedziałem się, że umiera mój ojciec był już późny wieczór, a ja tysiąc kilometrów od niego. Pamiętam jak w trakcie rozmowy telefonicznej zapytałem brata: czy był ksiądz z Panem Jezusem. Moje pytanie musiało być dla niego szokiem, przecież pamiętał mnie jako żyjącego w odłączeniu od Boga i tylko takiego znał. Pewnie dlatego jego reakcją był bunt. Powiedział : nie będzie księdza, bo ojcu jest nie potrzebny ksiądz. Skoro od trzech miesięcy leży w łóżku to nie grzeszy. Nie przekonywałem go, postawiłem sprawę jasno. Całkiem spokojnie powiedziałem tylko –  sprawa wygląda tak: Adam, nie idzie o to czy ksiądz ma być czy nie, ale o to czy kiedy jutro przyjdę z księdzem wejdziemy drzwiami, czy razem z drzwiami, bo że wejdziemy i wejdziemy we trzech to jest pewne.

Po ośmiu godzinach byłem na miejscu. Wszedł marnotrawny i niechciany ale drzwiami 😀 Godzinę później otworzyłem te same drzwi Panu Jezusowi, z którym wszedł ks. Grzegorz. Zanim jeszcze przyszedł zdążyłem tatę wykąpać. Nigdy tego nie zapomnę. Gdy wziąłem go na ręce nawet nie poczułem jego ciężaru. Było za późno, aby mu pomóc żyć na tym świecie, ale udało się na koniec – dzięki domowemu hospicjum – trochę ulżyć mu w cierpieniu. Tato przeszedł do wieczności 28 października 2010r., w swoje imieniny. Nie było mnie już wtedy przy nim, ale jak mówi ks. Pawlukiewicz: to nie on umarł a ja żyję, to on żyje a ja umieram… Chrystus przyszedł wtedy do mnie z zapewnieniem, że śmierć nie jest końcem wszystkiego, ale początkiem. Początkiem wszystkiego. Zaskoczył nas wszystkich. My po swojemu chcieliśmy uzasadniać własne postawy. Jak pewnie większość w podobnych razach mieliśmy też mnóstwo powodów, by zaprzeczyć Panu i uznać nauczanie Chrystusa za tanie pocieszenie… robiąc to z różnych przyczyn i tłumacząc na różne sposoby: filozoficzne, psychologicznie, egzystencjalnie. Trudno mi było wierzyć kiedy czułem to co wtedy czułem, myślałem to, co wtedy myślałem. Ten, którego pokochałem, tydzień później nie żył. Uczył mnie jak uczciwie żyć i pokazał mi jak się z tym życiem rozstać. Zadziwiająco szybko /w trzy miesiące/. Jeszcze szybciej pojawiła się radość i wdzięczność Bogu, że stałem się narzędziem w Chrystusa rękach pomagając tacie przygotować się na spotkanie ze Stwórcą w lepszym świecie. Zrozumiałem, że nawet jeśli jesteśmy w najpodlejszej kondycji, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zaufali Panu i tak jak ci nieliczni pod krzyżem, przyjęli Niepokalaną za Matkę. Oni tam byli, nie po to by Jezusa opluć, czy odrzucić. Oni stali pod krzyżem po to, by czuwać przy Nim, z Nim i w Nim, aby Go kochać tak jak Ona.

Mam jedno marzenie: uczmy się od Pana jak okazywać miłość nawet  sadystom i największym zwyrodnialcom. To tak samo trudne jak pokochać siebie. Ale Chrystus nam przebacza, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Ojca i On chce wszystkich nas zbawić. Takiej nauki nie wygooglujesz, nie znajdziesz jej w bibliotece, nawet w klasztornym antykwariacie. Rzadko ją usłyszysz od charyzmatycznego kaznodziei. Dlaczego? Bo coś stoi w poprzek tej nauce.

To lęk przed niepopularnością, z powodu którego przystosowują Ewangelię do oczekiwań ludzi, ignorując fakt, że sam Jezus chciał odebrać złudzenia swojemu narodowi. Czystość seksualna, pokuta, życie wieczne: tematy, których już się unika w głoszeniu kazań, z obawy,  aby nie okazać się niezbyt [sympatycznym]. Ale co w ten sposób zrobimy z chrześcijaństwa?” /ks. Divo Barsotti/

Ta nauka wypływa zawsze z osobistej, żywej relacji z Panem Jezusem na bazie czystego serca, prostoty, głębokiej wiary, szczerości, zaufania i postawy otwartości na działanie Ducha Świętego, jako przedsmak życia w Chrystusie Jezusie Panu naszym.

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: