Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Rozważania -

J 6, 55. 60-69, 11.05.201

11 maja 2019

Wielki, bolesny znak zapytania… dlaczego Mi nie wierzycie? To bolesne pytanie Pan postawił Apostołom, tym dwunastu, najbardziej wybranym. To samo pytanie Jego zbolałe serce, zasmucone moją postawą, stawia mi dziś.

 

/J 6, 55. 60-69/

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: «Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem». A wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?»
Jezus jednak, świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był przedtem? To Duch daje życie; ciało na nic się nie zda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem od początku wiedział, którzy nie wierzą, i kto ma Go wydać. Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli nie zostało mu to dane przez Ojca». Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?»
Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Bożym».

 


Czy i wy chcecie odejść?

To “końcówka” mowy eucharystycznej Pana i tak jak wczorajsza zapowiedź ustanowienia Eucharystii, tak i dzisiejsze słowa spowodowały ferment tłumów oblegających synagogę w Kafarnaum. Ci, którzy nieregularnie słuchali nauczania Jezusa chyba stali dalej. Trochę bliżej pewnie szersze grono uczniów, ale najbliżej Pana… dwunastu. To ci wybrani, aby byli z Nim zawsze. I nagle jakiś piekielny zgrzyt, impuls sprzeciwu, który wychodzi jak spod ziemi, nie wiadomo skąd, ale skutecznie poraża stojących w tłumie, także tych najbliżej stojących.

A wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?»

O ileż trudniej Apostołom było słuchać Ewangelii wówczas, gdy Chrystus miał iść na Golgotę, by tam oddać się w ręce oprawców. Tylko jeden święty Jan wytrwał pod krzyżem. I tylko jedna rzecz mogła pozostałych Apostołów przywrócić do życia… Zmartwychwstanie. Prawda, że Chrystus rzeczywiście powstał z martwych i spotkał tych, którzy całkowicie w Niego zwątpili. Moja wiara wyrasta na ich świadectwie. to wielkie pocieszenie. Ale Chrystus nie przyszedłem mnie pocieszać, lecz pojawił się razem ze swoim krzyżem… i choć najpierw tchórzliwie uciekłem, to dziś… dostałem drugą szansę.

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. 2 Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 12 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. /Mt 5, 1-12/

 


M O W A   E W A N G E L I C Z N A

Mirakel  /Mt 5,1-7,29/

Ile razy słuchając, ale być może nawet nie zamierzając usłyszeć  Pana Jezusa – w tym swoim codziennym rozedrganiu, zniecierpliwieniu i irytacji z powodu tego Jego głoszenia  – powtarzam za tymi nie mogącymi zrozumieć i znieść prawdy o obecności Chrystusa w Eucharystii : trudna jest ta mowa któż jej może słuchać…

Pośród dziesiątków różnych sposobów radzenia sobie z jakąś trudną do zniesienia prawdą jest moja wiara i pobożność. Zawsze sytuuję Jezusa wysoko. Jakże często jednak stawiam Go na równi z wieloma innych zacnymi postaciami, prawdziwymi bądź wymyślonymi, ale które zawsze w jakiś sposób mnie pocieszają. Tylko ile w tym wiary? Tyle co nic. Chrystus przelał swoją krew za każdego człowieka, Za tego trochę wierzącego i niewierzącego. Za tego radosnego złodzieja  i tego zdruzgotanego, który całe życie pracował uczciwie. Za tych którzy ratowali życie i za… morderców. Ciągle jeszcze trudno mi w to uwierzyć. Słuchając tej dobrej nowiny o Bogu, który przyjął ludzkie ciało, umarł za nas, zmartwychwstał i przychodzi do nas w Eucharystii, wielu z nas ciągle jeszcze wydaje się mówić:

Trudna jest ta mowa , jakaś dziwna. Któż może jej słuchać? Mało tego, słuchać…. Jak można układać swoje życie tak, by potwierdzić prawdziwość tej mowy? /słów Chrystusa/

 


Królestwo Boże przeznaczone jest dla wszystkich ludzi, gdyż wszyscy są powołani, by być jego członkami. Dla podkreślenia tego aspektu, Jezus przybliżył się zwłaszcza do tych, którzy znajdowali się na marginesie społeczeństwa, dając im pierwszeństwo, gdy głosił Dobrą Nowinę (…) Wszystkim ofiarom odrzucenia i pogardy Jezus oświadcza: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, a ponadto tym zepchniętym na margines pozwala już doświadczać wyzwolenia, gdy przebywa z nimi, a nawet jada z nimi, traktuje ich jak równych sobie i przyjaciół, daje im odczuć, że Bóg ich kocha, i objawia w ten sposób Jego niezmierną czułość względem potrzebujących i grzeszników. (…) 

(Św. Jan Pawel II; Redemptoris missio, 14-15).

 

«Czyż i wy chcecie odejść?» /J 6,67/

26 maja minie trzy lata odkąd odszedłem z Drogi, z klasą i… z rozdartym sercem. Nie mam żalu,  pozostała pamięć ludzi, którzy się nie sprawdzili, nie zrozumieli. A jak to jest z moim myśleniem? Teraz, w obliczu niedostatku, cierpienia, niezrozumienia. O co się modlę, kiedy cierpienie miesza się z opuszczeniem przez wszystkich? A może dochodzę do wniosku, że to właśnie Ojciec stoi za tą korona cierniową, która wbija mi się w mózg? Nie. Doświadczyłem przecież prawdziwego bólu, przy którym ten ból głowy – po otwartym złamaniu podstawy czaszki z wyciekiem płynu mózgowo – rdzeniowego, był jak ukłucie komara. Jak bardzo musiałem skrzywdzić tę, która w obliczu mojej śmierci, oświadcza mi: “odchodzę, bo nie zamierzam przez resztę życia pchać twojego wózka inwalidzkiego”.  A jak bardzo zawiedziona była moja postawą ta ostatnia, która mnie “nawróciła na wiarę”, by po trzynastu latach razem, powiedzieć mi jak żona Hioba:

Jeszcze trwasz przy Bogu? Patrz co z Tobą zrobił! Przeklinaj, urągaj Mu! Nie mogę już na Ciebie patrzeć, jak siedzisz na tej kupie gnoju i drapiesz się skorupą!

Jak w takiej sytuacji, mogłem stojąc pod krzyżem jej nie nie złorzeczyć? Jak mogłem z niej nie szydzić? Wystarczyło, że odwróciłem się od niej i stanąłem przodem do Krzyża. Tak jak Niepokalana, Jan i w milczeniu adorowałem miłość Pana do nas, do mnie i do niej.

Ona chyba jednak adorowała nienawiść, przekrwione oczy, ślinę spływającą po twarzy Pana. Posieczone razami ciało, siniaki, krew, pot…, łzy. A może doszła do wniosku, że dzięki oprawcom zostaliśmy zbawieni? Bo gdyby nie potraktowali Jezusa w tak bestialski sposób, to Pan by nas nie zbawił? Może w związku z tym doszła do wniosku, że mnie zbawi okrucieństwo diabła?

Nie cierpienie nas zbawia, ale Jezus. Miłość Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jego mam adorować i strzec więzi z Nim jak źrenicy w oku. W przeciwnym razie albo błogostan, albo strach i ból mnie zaślepi. Szatańskiego dzieła dopełni w nas zło, zgorszenia i jak mokry gips, po pewnym czasie zastyga na twardą skorupę, tak i ja sam zastygnę w jakimś diabelskim stuporze. Być może nawet z punktu widzenia medycyny zdrowy, pełen energii i sił witalnych, ale w rzeczywistości martwy, będę dla innych śmiertelną trucizną. Jak zawiedziona żona Hioba, która podjudzając  by urągał Bogu, próbowała go dobić.

W Chrystusie ubóstwo stało się autentycznym znakiem, wewnętrzną “mocą” prawdy. Nic innego nie otwarło Mu drogi do serc ludzkich, jak tylko właśnie Jego prawdziwe życie w ubóstwie. Pokora Boga jest bramą prawdy w świecie – nie istnieje inna. Tylko w ten sposób prawda może stać się drogą. Pozostaje prawdą to, co mówi św. Paweł na końcu Listu do Galatów, gdzie po całej argumentacji jego ostatecznym argumentem nie są słowa, ale stygmaty Jezusa, jakie nosi on w swoim ciele. W kontrowersji dotyczącej prawdziwego chrześcijaństwa, prawdziwej wiary i prawdziwej drogi, wspólnota krzyża jest ostatecznym i decydującym kryterium.

/Benedykt XVI/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: