Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Archiwum -

KONIE frOPs

20 maja 2019

W 1952 roku wracają do Polski zagrabione przez Niemców w czasie wojny nasze konie arabskie . Pociągami, którymi – jeszcze parę lat wcześniej – być może – wożeni jak zwierzęta byli ludzie.  Jadą do Janowa podlaskiego. Okoliczna ludność już czeka, niemal wszyscy. Po trapach z wagonów, okaleczone przez wojnę, chore, a niektóre osiwiałe ze starości i ze spuszczonymi głowami, schodzą nasze konie.

 


Mastalerze mają przeprowadzić je do stajni, bo stacja znajduje się kilka kilometrów dalej. Konie tłoczone na placu nagle zaczynają nozdrzami wciągać powietrze. Jeden z ogierów spina się i odrzuca postawnego mężczyznę jak małe dziecko . Robi się zamieszanie, narasta potworny tumult i nagle jeden z przytomnych masztalerzy krzyczy: “puszczajcie te konie, bo nas pozabijają.”

Magdalena – moja córka. Poznałem ją, gdy miała trzy lata. Gdy miała cztery wsadziłem ją na “Gwiazdeczkę” Gdy miała szesnaście lat odszedłem i… już nie wrócę.

Konie ruszają w kierunku pobliskiego lasu, a wszyscy zebrani za nimi w pogoń. Najpierw łąka…, potem następny las…, w końcu dociera do ludzi, że gonitwa koni nie ma sensu, jest skazana na porażkę. Początkowa radość z powitania powracających z wygnania zamienia się w głęboki żal, zawiedzione wszystkie nadzieje. Już zbierają się na powrót do wsi, gdy nagle daje się usłyszeć krzyk starego masztalerza: “Ludzie! One biegną do stajni.” Kiedy wszyscy dobiegli do stajni konie już stały w swoich boksach, a te, które przyszły na świat w czasie drogi stały w boksach swoich matek. Czas się zatrzymał w miejscu.  Ludzie stali stłoczeni w korytarzach stajni w ciszy, której opisać się nie da. Podobno nie było nikogo, kto by nie płakał.  Ale nie o łzy mi chodzi, nie o emocje. Łzy osusza wiatr historii, a jedne emocje przykrywamy innymi. Chodzi mi o szczerą odpowiedź na proste pytanie:

Co jest we mnie, wracającym do swojej stajni… domu Ojca. Czy to co w tych koniach? Czy to co w tych zdumionych masztalerzach? A może ciągle jeszcze stoję zdziwiony, w bezpiecznym, szary tłumie i… ukradkiem płaczę?

Wa-wa, Służew 2018 pożegnanie śp. o. Andrzeja Potockiego. O ile dobrze pamiętam, to tego samego dnia /27.12/ o tej samej godzinie /11:30/ moja córka wyszła za mąż w Stafford.

 

Minął dokładnie rok od mojego spotkanie “po latach” z córką. Olsztyn, a później Gietrzwałd, niewiele słów… Dziś oficjalnie potwierdziłem, że chcę wystartować w biegu reszty mojego życia w III Zakonie Kaznodziejów. Co Zakon na to? Zobaczymy 😀

Każdego dnia jednak chcę dziękować Ci Panie za to, że uczyniłeś mnie swoim “czarnym koniem” i obdarzyłeś swoja miłością i światłem. Kochałem, jak umiałem, ale wiele chwil by kochać zmarnowałem w swoim życiu. Pomóż mi dziś zakochiwać się w Twoim świecie i tych wszystkich duszach, które stawiasz na mojej drodze.

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: