Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Rozważania -

Można odejść na zawsze, by stale być blisko

6 czerwca 2019

Nie zastanawiam się czy ktoś stanie za mną, gdy wszyscy inni odchodzą pukając się w czoło i pokazują mi swoje plecy. Doświadczam radości, za którą całe życie tęskniłem. Doświadczam wierności, o której nigdy nawet nie marzyłem. Doświadczam nadziei, na którą całe życie czekałem. Doświadczam miłości, której całe życie szukałem. Wypaczyłem wszystko co miało być prawdziwe, czyste, święte. Uznałem, że to nie możliwe, aby Bóg był tak blisko kogoś “takiego jak ja.” 

Wtedy usłyszałem te słowa

Można odejść na zawsze, by stale być blisko.

 

 

FROPS – Fraud Risk Operational Performance Solution


 

6 czerwca – trzydziesta pierwsza rocznica mojego ślubu. 😀

Maszerowaliśmy razem.
Czyniłem bez miłości gesty miłości,
na próżno wyciągałem ramiona w stronę martwej wiosny.
A potem ucałowałem jej rękę.
Była zimna jak dłoń posągu.
I to był mój pierwszy pocałunek wieczysty.
/Gustave Thibon/

Za Tą, którą nie dość kochałem… dziękuję Ci Panie.
Za Tą, która pozbawiła mnie szczęścia… dziękuje Ci Panie.
Za Tą, która poruszyła moje martwe serce… dziękuje Ci Panie.

 


Zostałem sam i łatwiej mi było Go spotkać. A wtedy Ten, który umarł i powstał z martwych – tak jak obiecał – wskrzesił moją wiarę, przywrócił  nadzieję i wlał w moje serce miłość i radość. Spotkanie Zmartwychwstałego to misterium, ono cały czas trwa i ożywia moją duszę. Codziennie wybrzmiewają w moich uszach te słowa: Bierzcie i jedzcie, to jest ciało Moje, ale nie tylko te 😀 Czy jednak przyjmuję Słowo w tym samym duchu, w którym Pan je wypowiedział? Nie wiem tego, ale wierzę w to. I to już nie jest pobożność, religijność. To jest moja Pascha…

Wiara wykuwa się w codzienności, a królestwo Boże jest w nas


Varia 2018 “śmietnik” 

Czy w życiu, czy w śmierci należymy do Pana – tak mówił święty Paweł. A ja staję dziś z niezagojonymi ranami, mając w pamięci skąd wyszedłem i dokąd zmierzam mówię:

WARA KAŻDEMU OD MOJEJ MIŁOŚCI DO BOGA!

„Zrozumiałem, że cokolwiek głosimy czy mówimy – jakkolwiek może być wzniosłe – jest to bezwartościowe jeżeli nie towarzyszy temu rzeczywiste i konkretne działanie służby i miłości.  Myślę, że mi tego brakowało w życiu, bo byłem zbyt intelektualny.”

Te słowa dominikanin Yves Congar – francuski kardynał, teolog, uczestnik Soboru watykańskiego II – wypowiedział na krótko przed śmiercią.

 


OP – Ojcowie   Pustyni
OP – Ostatni Przystanek

Powiedział także: „Jeśli człowiek, nie będzie przekonany w swym sercu, że jest grzesznikiem, Bóg nie wysłucha go”. Brat spytał go: „Co to znaczy «być przekonanym w swym sercu, że jest się grzesznikiem?»” Starzec odrzekł: „Jeśli ktoś dźwiga swoje grzechy, nie dostrzega grzechów swego bliźniego”.

 


 

Pożegnanie WOJTKA 
Ks. Prałat Kazimierz Bator

Przede wszystkim bardzo dziękuję ojcom Dominikanom za posługę. Wojtuś żył  Dominikanami. To był jeden z najbardziej przejętych ideałem św. Dominika ludzi. Dominikanie to było jego całe życie. Ciągle wspominał Jarosław i Ojców Dominikanów, niektórych znał bardzo blisko. Dobrze że dzisiaj ojcowie przyszli, aby pożegnać go w imieniu Ojców Dominikanów. Wojciech należał do tego Zakonu w sposób taki bardziej zewnętrzny, nie składał wieczystych ślubów ale był bratem Trzeciego Zakonu Kaznodziejów co bardzo często podkreślał. Na nabożeństwa do naszej kaplicy domowej przychodził zawsze w habicie Dominikańskim. To czasem budziło zdziwienie: kim właściwie jest? Ale on to podkreślał mocno. Dobrze że ten habit przybrało jego ciało i złożony zostanie do grobu w tym habicie, który… bardzo ukochał. 

W mojej pamięci Wojciech jawi się jako człowiek niezwykłej inteligencji, mimo kalectwa. Wiadomo, że już od samego urodzenia był dotknięty otyłością, której się nigdy nie pozbył i która była nie raz tym ciężarem dla niego nie do udźwignięcia. Mieszkał z nami przez te ostatnie 4 lata. Właśnie w kwietniu, czy w marcu minęłyby 4 lata od kiedy przybył do Kąkolówki. Szukał kontaktu z ludźmi i był bardzo towarzyski. Zamieszkał w Domu Pogodnej Starości, byśmy się spotykali codziennie. Cieszył się każdymi odwiedzinami i rozmawiał z każdym i na różne tematy. Był ciekawy życia. Jego całym światem był Chrystus. Miał też swoje okno na świat. To, że ukochał Boga nie przeszkadzało mu, a wprost przeciwnie, pozwalało mu na utrzymywanie kontaktu ze światem, zwłaszcza w czasach korzystania z komputera, z internetu… w tym zakresie sam o własnych siłach doszedł do takiej właśnie doskonałości.

Dzisiaj, kiedy po raz ostatni spotykamy się z nim już w taki sposób, powiedzmy sobie eschatologiczny – przecież tutaj jest tylko jego ciało – to warto jeszcze raz wspomnieć właśnie jego postać, jego osobę i wszystko co tutaj na tej ziemi uczynił. Nie mógł poruszać się był przykuty niemal do pokoju, do łóżka i miał bardzo ograniczone możliwości, a jednak właśnie przez ten duchowy i intelektualny kontakt był ciągle czynny. Udzielał się dla młodzieży niepełnosprawnej, prowadził dla niej pogadanki, uczył nawet ich czytania i pisania…, bo trafiają do nas czasami i tacy ludzie którzy nie chodzili do szkoły. Uczył religii, przygotował do pierwszej komunii świętej a więc uprawiał tę winnicę Pańską tak jak mógł ale niestety… ta ociężałość, otyłość sprawiała że coraz mniej mógł był aktywny. Złamanie nogi w zeszłym roku… całkowicie go przykuło do łóżka. Ostatnie miesiące to już szpital w Rzeszowie i to wszystko tak jakoś podziałało…, że zakończył swój doczesny żywot. Patrzę na tą tabliczkę na trumnie… urodził się na Świętego Szczepana, a więc męczennika. Przez całe swoje życie był takim męczennikiem. Jako dziecko nie mógł się bawić jak wszystkie inne dzieci, zaczął chodzić dopiero kiedy miał dopiero 7 lat, a więc był naprawdę upośledzony ruchowo a później w ciągu całego życia swojego musiał wiele znosić, udrękę, chorobę i tułaczkę. Mieszkał w różnych zakładach, ostatnia jego przystań, ostatni przystanek, to była właśnie Kąkolówka. To tu kontynuował swoją wirtualną wędrówkę, bo Wojtek taki właśnie był… niespokojny. Do ostatniego dnia snuł plany…, chciał jeszcze dalej wędrować, znaleźć gdzieś jeszcze jakieś miejsce…, może gdzieś indziej się udać. Miał nadzieję, że może gdzieś znajdzie ratunek, odchudzą go, że może będzie jeszcze sprawny. Niestety… to jego marzenie już nigdy się nie spełni. Nie smućmy się jednak…

Wojtek był człowiekiem głębokiej wiary, bardzo poważnym, ale z poczuciem humoru. Korzystając w ciągu dnia codziennie z internetu wynajdywał różne możliwości, nie tylko te gdzie były Msze święte transmitowane ale także  sympozja naukowe, czy pogadanki prowadzone przez ojców Dominikanów…, a oni słyną z poczucia humoru. Był na bieżąco z tym wszystkim jako naprawdę wyrobiony intelektualnie człowiek. To kilka takich myśli które pobieżnie składam stojąc przed trumną Wojtka i wobec tej gromadki przyjaciół którzy może znali go bliżej ode mnie… Zadbajmy, by został w naszej pamięci, bo był człowiekiem nietuzinkowym. Niech ta nasza pamięć o zmarłym Wojciechu będzie też okazją do modlitwy w jego intencji. On już tutaj na tej ziemi przeszedł swój czyściec już tutaj przeszedł to cierpienie… jeśli miał coś jeszcze do wynagrodzenia…, to dokonywało się to w te ostatnie jego dni, tygodnie i miesiące ciężkiej choroby w szpitalu. Jeżeli jednak jeszcze coś zostało i potrzebuje naszego wsparcia…, zresztą zawsze trzeba się modlić za zmarłych tak jak dziś słyszeliśmy z homilii :-). Dziękuję w imieniu pani dyrektor naszego zakładu tutaj obecnej i całej rzeszy pracowników.

 

 

Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!
Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.
Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! /1P 5,8-9/

 


List do przyjaciół

Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką <przyp. red.: The Muppets tł.: szmaciana lalka> i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.

Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości! Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).

Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi… Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.

Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.

Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył. Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.

Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym “kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.

Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni. Prześlij te słowa komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.

I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie. Teraz jest czas.

Pozdrawiam i życzę szczęścia!

Tłum. z jęz. hiszpańskiego: prof. Zdzisław Jan Ryn
Katedra Psychiatrii Collegium Medicum UJ,
ambasador RP w Chile i Boliwii w latach 1991-96.

_____________________

Gabriel Garcia Marquez –

74-letni wybitny pisarz kolumbijski, autor słynnej powieści “Sto lat samotności”, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1982 roku, był chory na nowotwór złośliwy układu limfatycznego. Pisarz wycofał się z życia publicznego i do swoich przyjaciół rozesłał niniejszy, pożegnalny list, zmarł 17 kwietnia… trzynaście lat później 😀

źródło:  <http://wiersze.doktorzy.pl/marquez.htm>

 


WYBRANE

Za kogo mnie uważasz?  
W jakiej sytuacji się Pan stawia pytając: za kogo ludzie Mnie uważają? Ile trzeba mieć pokory…. I później pyta tych, których powołał: A dla Was, kim jestem? Co o Mnie myślicie? Jak długo ze Mną będziecie? Na jakich i na czyich warunkach ta relacja ze Mną będzie się rozwijać? Co mówią wasze zasoby cielesne…, co czujecie? Ileż ryzyka w tym pytaniu. Przecież można usłyszeć cokolwiek. Zapytałem o to córkę: co o mnie sądzisz? Usłyszałem coś przykrego i… zabolało. A tutaj chodzi o nie byle jakie pytanie i nie o byle jaką odpowiedź. Piotr, który jej udziela nawet nie zdaje sobie sprawy ze źródła, z którego mógł czerpać. Gdyby Pan nie powiedział mu: otrzymałeś dar z niebios w postaci prawdy o Mnie, pewnie przypisałby sobie tę zasługę.

Po co tu przyszedłeś?
Gdy w czerwcu byłem w Gietrzwałdzie Niepokalana zapytała mnie: po co tu przyszedłeś…. Zaskoczyła mnie moja własna odpowiedź: Jak to…, po co? Żeby mieć święty spokój. Nie mogłem nie pojechać do Gietrzwałdu, bo albo Twój Syn, albo moje sumienie nie dałyby mi spokoju, że nie odczuwam takiej potrzeby. Czy Niepokalana spodziewała się takiej odpowiedzi? Czy przyjście na Mszę Świętą jest rzeczywiście napełnianiem się darem z niebios? Czy rzeczywiście jest wezwaniem do zmiany perspektywy mojego myślenia i kierunku działania? Nie! Bo tak naprawdę ciągle głównymi powodami obecności jest albo samopoczucie, albo opinia wspólnoty: co powiedzą jak zbyt długo się nie pokażę. Reszta to już tylko przecierpienie tych kilkudziesięciu minut…, uwięzieni w takim, czy innym pomieszczeniu i wśród takich a nie innych ludzi, gdy jeden ziewa, drugi rozgląda się na boki, inny się wierci…, a ktoś ogląda nowe tipsy. Ileż jest okazji aby ulec takiemu przeświadczeniu, że nikomu nie zależy na czymś więcej niż tylko na wypełnieniu przykrego obowiązku. Czy na tym polega miłość? Nie czuję potrzeby stwarzania ekskluzywnej oprawy. Nie czekam na sprzyjające okoliczności, dogodne warunki, bo właśnie najtrudniejsze warunki są najlepszą okazją by kochać 😀 W każdej sytuacji i w każdej chwili znajduję sposób, by świadczyć o swojej miłości. Ale to już nie moja zasługa… 😀 To dar Ducha Świętego.

Zaświadczyć o Miłości.
I tak jak całym swoim życiem i umieraniem wraz z Synem, Matuchna Niepokalana zaświadczyła o miłości do mnie, tak i mnie dziś wzywa do takiej samej postawy. Ileż jednak potrzeba dyskrecji, by od razu nie próbować głosić wszem i wobec takiej miłości. Nie potrafiłem zachowywać tej dyskrecji. Od roku ta prawda dojrzewa we mnie, ja również dojrzałem dzięki tej prawdzie 😀 Już nie stawiam Panu warunków, nie zasypuję Go listą bieżących potrzeb do rozwiązania na wczoraj, ale codziennie proszę bym tego dnia nie zatrzymał się w drodze.

Słabość Boga.
Nawet Bogu można przypisywać diabelskie intencje. To jest oczywiście diabłu na rękę, żeby dzieci Boga wyrzekły się swojego Ojca. Wtedy są łatwym łupem dla innych “ojców”, którzy będą ich “stwarzać” na nowo…, a raczej przetwarzać na swoja modłę w procesie pseudo formacji. Nawet moc Boga jest bezbronna wobec ludzkich – za podszeptem diabła – interpretacji. Mówimy, a częściej słyszymy: “takie czasy” ale mówiąc, że nie mamy czasu jesteśmy cyniczni. Przecież to nasz wybór.

Wybór
Zagubić się na torach…, czy to możliwe? Pociąg odjechał a wraz z nim cała moja nadzieja. Zostałem sam. Gonić pociąg? Iść w przeciwną stronę?A można po prostu położyć na torach? Stajemy na pustej stacji i albo za kimś (za czymś) gonimy, albo przed czymś uciekamy. Coraz rzadziej w niedzielę stajemy przed lustrem /czyt.: idziemy do kościoła/. Nie mamy czasu na stanie i nie możemy znieść tych wszystkich umniejszaczy i wywoływaczy stanów depresyjnych.

Optyka
Dobrze jest wpatrywać się w oczy Tej, która wszystkie nasze ludzkie myśli rozważała i zachowywała w swoim sercu, zarówno wtedy kiedy nosiła pod swoim sercem , a potem na rękach Słowo Boga, ale szczególnie tam…, na Golgocie. Dobrze jest wpatrywać się w przekrwione, ale wciąż kochające oczy Jezusa. Dobrze jest właśnie z krzyża czerpać tę moc Ducha Świętego i Jedynego Boga. Cóż szkodzi spróbować?

„Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”
Blaise’a Pascal wypowiedział słynne prawo serca: Prawdziwa miłość nie wymaga słów – no tak…, jeżeli kogoś kocham to tak po prostu jest… serce nie kłamie :-). Ale moje przecież kłamało, moje serce zwodziło mnie. Namiętności, porywy serca brały górę nad przewidującym konsekwencje umysłem i… zawsze w końcu budziłem się na bocznym torze :-). Próbowałem temu zaradzić ale popadałem w skrajności. Gdy zasypiał rozum budziły się demony i schodziłem do poziomu pierwotnych instynktów. Gdy dominował nad sercem zamieniałem się w maszynkę do robienia pieniędzy :-).

Kochasz mnie?
Wielu ludzi często pyta o to swoich najbliższych nawet w tedy, gdy doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że właśnie tak jest. Przez trzynaście lat ostatniego mojego związku często słyszałem to pytanie ale było to dla mnie pytanie retoryczne. Nie rozumiałem, że “moja Perełka” chce usłyszeć to słowo – zapewnienie, że ją kocham. Koszmarna sytuacja i bardzo upokarzająca… tysiące ludzi szukających szczęścia, żebrzących o miłość ale jednocześnie zamkniętych na nią i… miliardy wypowiadających słowa miłości będące jedynie pustosłowiem.

Mistyk, czy Antychryst?
“Chrześcijanin XXI wieku albo będzie mistykiem, albo go w ogóle nie będzie” – Słowa te wypowiedział Karl Rahner, Jezuita, teolog i jeden z najważniejszych inspiratorów teologii Soboru Watykańskiego II. Tymczasem patrząc na siebie zauważam, że chrześcijanin XXI wieku jest przede wszystkim męczennikiem :-). Przechodzi koszmarne katusze, dla innych kompletnie niezrozumiałe, a do tego dla wielu nie do wytrzymania. Jednak nieprzerwanie trwa w Bogu, bo przed oczami ma obraz prawdziwych męczenników, którzy co kilka minut z Jego imieniem na ustach umierają – Męczennik to jest człowiek, który mierzy się z prawdą za cenę własnego życia. I w ten sposób staje się świadkiem Bożej prawdy w świecie. /JPII, Fides et ratio/

Jaki świadek i jakiej prawdy?
Patrzę na siebie i ze zdziwieniem stwierdzam, że właściwie to straciłem już wszystko, ale paradoksalnie niczego mi nie brakuje. Żyję wprawdzie w osamotnieniu, ale ja nie jestem samotny :-). Mówią mi, że przegrałem życie, bo znalazłem się w izolacji ale to jest dopiero połowa prawdy, czyli cała nieprawda :-). Rzeczywiście jestem w w izolacji ale od czego? Od tego oceanu chaosu, w którym pogrąża się świat a ostatnio nawet i Kościół. Chciałem znaleźć swoje własne miejsce w tym świecie, a tymczasem stałem się polem bitwy dobra ze złem:-). Ktoś nakłania mnie do odwrócenia odwiecznego porządku rzeczy i rezygnacji z realizacji wartości najwyższych, ktoś inny wmawiała mi, że walka z grzechem to zwykła donkiszoteria, bo i tak będę grzeszył…, bo taka jest kolej rzeczy i nie mam szans się oprzeć grzechowi. A razem wzięci nazywają to działaniem w pełnej wolności. Czym taka wolna wola we mnie zaowocowała? Ano uwierzyłem, że wartości takie jak: wrażliwość, litość, altruizm są ustanowione przez ludzi słabych, niezdolnych do tej walki, a przecież ja jestem stworzony do walki :-). Rodzi się pytanie:

Jak mam słuchać pasterzy, którzy definiują dobro i zło, dostosowując je do własnych możliwości.

To bardzo smutne. Faktycznie żyję w izolacji od takich definicji życia duchowego ale niestety, obraz odmalowywany mi przez trzy lata ciągle jeszcze do mnie powraca, jak koszmar z dzieciństwa. A przecież to zwykła ponura karykatura.

Radość uczuć
Jak moje ciało potrzebuje pokarmu i snu bym mógł jakoś funkcjonować, tak moja dusza potrzebuje radości bym zakosztował pełni życia. Niestety, żyjąc w świecie chaosu ograniczam się do jego praw. Własne potrzeby przysłaniają mi najważniejszy element, w który Stwórca mnie wyposażył. Mam na myśli ducha walki. Duch pragnie jedynie Boga i przez swój stały kontakt z Bogiem nadaje mojej naturalnej radości zupełnie nowy kształt i wartość. Jeżeli walczę o pozostanie z Bogiem w ścisłej relacji, to moja radość naturalna zamienia się w radość nadprzyrodzoną, a doświadczam jej np. w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii. Radość nadprzyrodzona…, a jednak emocjonalna, a więc po prostu nietrwała.

Duch walki. Chrystus zawsze pierwszy.
Temat walki w chrześcijaństwie podejmowany jest nieustannie ale łatwo się pogubić. W imię Boga walczyli Krzyżowcy i w Jego imię ewangelizowali Krzyżacy. Niemcy w czasie drugiej wojny na pasach mieli napis: Got mit uns /Bóg z nami/. Dobrze wiemy jakie owoce wydają nie rzadko działania pod znakiem krzyża. Dlaczego? Bo prowadzący ta walkę zapominają, że walka ze złem to nie walka ze złymi ludźmi. Nie chodzi w niej o to, by zatriumfować nad drugim, wspólnotą, narodem, czy rasą. To walka, której strategię wyznacza bezbronne niemowlę zrodzone przez niewiastę. Jezus i związana z Nim ściśle Matuchna Niepokalana. Smok nie może dopaść Dziecka, bo drogą paschalną zostało zabrane do nieba. Dlatego Szatan, odwieczny wróg Boga i człowieka z całą furią i wściekłością rzuca się na człowieka. Pierwszą i największą z ludzi jest właśnie Maryja, ale to z tego Dziecięcia wywodzi się Jej wielkość. Dlatego Bóg ochrania ją na pustyni i przez swojego Syna prowadzi walkę z Szatanem na drogach naszego życia.

Radość ufności, moc życia
Nie pamiętam kiedy pojawiła się u mnie świadomość kroczenia właściwą drogą, ale wiem, że tak właśnie jest i to mi wystarcza. Ktoś powie: Też mi nowość… a skąd wiesz? I co w tym nadzwyczajnego? Nie trzeba studiować opasłych tomów, ani być specjalnie inteligentnym aby to zauważyć jaką drogą się idzie. Wystarczy wygooglować, sprawdzić na dowolnym katolickim portalu. Wśród miliardów witryn, szukam tej jednej… o Bogu? Przecież diabłu tylko o to chodzi. Sam ci podeśle bardzo wartościowe strony, ale tylko po to, byś nie podniosła tyłka z krzesła i nie poszła na adorację. Można oczywiście i tak szukać sensu życia… :-), ale w ten sposób chyba łatwiej go stracić :-).

Chrystus Pan powiedział Apostołom w wieczerniku:
Ja jestem drogą, prawdą i życiem. /J 14.6/.

Doświadczenie wiary w moim życiu wyraźnie przechodzi w zrozumienie tych słów Pana. To zrozumienie własnie rozprasza wątpliwości i niepewność. Wiara staje się fundamentem codzienności, źródłem radości i wewnętrznego pokoju. Niczym nie zmącona głębia oceanu mimo, choć na jego powierzchni szaleją huragany. Wyraźnie można dostrzec tą moc życia u św. Maksymiliana Kolbe. Jego ufność niewiele ma wspólnego z przeżywaniem zewnętrznej radości naturalnej, a jednak łącząc się z Bożym darem wytrwania daje niepomiernie większe szczęście. W czerwcu 1983 r. w czasie homilii wygłoszonej w Niepokalanowie święty Jan Paweł II powiedział:

“Pytając o motywy, można stwierdzić, że Maksymilian Kolbe przez swoją śmierć w obozie koncentracyjnym, w bunkrze głodowym, potwierdził w jakiś szczególnie wymowny sposób dramat ludzkości dwudziestego stulecia. Jednakże motywem głębszym i właściwym wydaje się to, że w tym kapłanie-męczenniku w jakiś szczególny sposób przejrzysta staje się centralna prawda Ewangelii: “prawda o potędze miłości”.

To jest droga prowadząca do zwycięstwa i prawdziwej wolności. Bo wolność to nie jest jakiś utarty frazes, to nie jakieś pojęcie. Wolność to cecha serca. Jeżeli raz w swoim sercu doświadczysz tej wolności, to nie zejdziesz z właściwej drogi. 🙂 Właśnie do tej wolności odwołuje się miłujący nas Pan, bo On jest tą drogą. Jeżeli Duch Święty mnie prowadzi, to wszystko przeżywam w Chrystusie i nie potrzebuję żadnych podpórek. Mój wkład jest pełny. Zaufałem Panu, przez oddanie się Matuchnie Niepokalanej w Macierzyńską Niewolę Miłości, a więc należę do Niej i teraz już Matuchna Niepokalana sama strzeże mnie jako swojej własności i swojego dobra.

 

Kiedy zaczynałem to swoje pisanie przyjąłem taką analogię: życie duchowe jako wchodzenie na szczyt. Zatem teraz powinienem odnotować, że to Ostatni Przystanek przed ostatnim etapem, czyli szczytowym atakiem. Jeżeli kierować się wcześniejszą analogią to ten etap powinien być najtrudniejszy. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Stanąłem na szczycie i po chwili stwierdziłem, że nie mam tu nic do roboty. Zaczęło się schodzenie. Rozumiesz to?

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia. /Łk 8,1-3/

 


W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus rzekł do swoich uczniów: Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich». /J 17,24-26/

Te słowa uczniowie Jezusa usłyszeli od Niego tuż przed Jego śmiercią. Pamiętamy jak nad Panem się pastwiono. Czy uczniowie mając w uszach i w oczach obraz i jazgot tego bestialskiego mordu, po śmierci Jezusa też pamiętali o tym zapewnieniu, które On złożył w wieczerniku:

Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich».

Nawet jeżeli pamiętali tę modlitwę Jezusa, to pewnie po Jego śmierci wydała im się iluzoryczna. Czy oni wierzyli w to, że Jezus dalej będzie objawiał Boskie Oblicze Stwórcy, skoro świat wobec Niego tak czytelnie objawił swoje demoniczne oblicze i starł Go na proch. A potem złożył w grobie, by już nikt, nigdy i nigdzie nie wspominał już tego imienia, by imię Jezus przepadło raz na zawsze, przecież Jezus to znaczy: Bóg zbawia i to niczym innym jak miłością.

Uwierzyć w Miłość.
Pan, który o niej mówi i każdego dnia realizuje ją w moim życiu – i tak będzie do samego końca – modlił się za swoich oprawców i Ten Syn Boga zginął od nienawiści ze strony tych, którzy udowadniają w ten sposób, że to nienawiść zwycięża, że to nienawiść decyduje o wszystkim, a całą tą moja zabawę zwaną życiem raz na zawsze kończy śmierć.

Autentyczna mądrość?

Żyjąc z Bogiem uczyć innych jak mają żyć, w jaki sposób konfrontować się z tym, co zagraża ich miłości, jak dochowywać wierności gdy inni pukają się w czoło mówiąc, że nie warto….

 

Matka /fot. Anne Geddes/

Gest zawierający głębię ofiarowywania siebie i przekazywania życia. I w tym niepozornym geście zawiera się prawda o Eucharystii. Bóg nie jest daleko, gdzieś tam w zaświatach. Bóg jest w każdym, który jest wrażliwy na Jego obecność “tu i teraz”, który chce Go poznawać i pokochać Go .

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: