Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Rozważania -

Prosty wybór Róży

20 maja 2019

Uznałem za konieczne uciec się do pisania: nie po to, aby wyrazić piórem to, co myślę o miłości Boga, lecz po to, aby myśleć choć trochę o tym Bogu, którego powinniśmy kochać. 

 


Dlatego właśnie w ostatnich godzinach wieczornych, gdy byłem już zmęczony innymi lekturami oraz myśleniem, a kusił sen, brałem pióro do ręki i powierzałem papierowi wszystko, co  przychodziło mi na myśl na temat miłości Boga. Nie chodziło o to, by nadać tym myślom ład i upiększać je. Pióro nie tolerowało żadnego opóźnienia i chciało notować je na gorąco.

/Błogosławiony Paweł Giustiniani/

 

 


/J 20, 2-8/

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

 


Niech  święty Jan Ewangelista skomentuje dzisiejszą Ewangelię: Cofnijmy się kilkadziesiąt godzin do Ostatniej Wieczerzy. Wielu z moich braci, a zwłaszcza te bardziej wrażliwe siostry powtarzały często z rozrzewnieniem: Oddałabym wszystko, aby móc patrzeć na Jezusa jak łamie chleb i móc słyszeć jak potem mówił do swoich uczniów:

«To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.  Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali». /J 15, 12-17/

 

Rok temu w Olsztynie u Agnieszki i Leszka, w ciągu trzech dni umarła moja przeszłość. Ostatecznie rzecz ujmując: miłość oznacza śmierć… W misterium paschalnym Chrystus Pan przez Ducha Świętego, uobecnia się jako Owoc Paschy w najświętszej Eucharystii. Nieosiągalny Bóg, staje się dostępny jako człowiek i wzywa nas do miłości:

Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem.  

 

PYTANIE: Jaki gest najpełniej wyraża moją miłość?

ODPOWIEDŹ: Przygotowanie śniadania.

 

Już słyszę te salwy śmiechu bogobojnych sióstr i braci.. i dobrze, trzeba się śmiać. Ale wyobraź sobie, że po całonocnych, kompletnie nieudanych połowach stoisz w chłodzie poranka na brzegu, zziębnięta, obojętna, odtwarzająca jedynie czynności życiowe, martwa, bo zabili Twojego Ukochanego. W tobie jeden wielki wyrzut sumienia, nienawiść do morderców i pogarda dla samej siebie za swoje tchórzostwo.

A tymczasem Twój Ukochany czeka na brzegu…. wcześniej rozpalił ognisko, upiekł ryby, a teraz czeka na Ciebie. Na Ciebie!  Tą, która kilkadziesiąt godzin wcześniej chciała Go “naprawiać”, a w godzinie próby zdradziła…. On – Syn Boga Żywego, zaprasza Ciebie na… śniadanie. Rozumiesz to?

Zaiste niepojęty to znak, że oto Pan mój i Bóg mój, przed którym tyle razy uciekałem w popłochu, którego tyle razy chciałem zmylić, oszukać, przechytrzyć, tak zwyczajnym gestem przygarnia mnie z miłością i mówi mi:

(…) nie bój się Mnie, nie jestem tym, który przyszedł mścić się teraz na Tobie… ale cię nakarmić. I to nie tylko rybą…, chlebem…, ale Sobą. To jest twoja pascha.

Eucharystia jest tym  jedynym (największym) znakiem Miłości, którego szukasz: ” Bierz…, to jest Moje Ciało”, abym pozostał z tobą mocą Ducha Świętego, tego samego, który Mnie wskrzesił z martwych.

Małżeństwo też jest takim odwzorowaniem Eucharystii. Gdy żona mówi mężowi: weź moje ciało, żebym już się nie bała…, albo kiedy matka karmi swoje dziecko sobą.

Olsztyn 2018 – U Agnieszki i Leszka

Czy to nie są najbardziej zwyczajne ale też i najbardziej nadzwyczajne cuda – znaki Bożej obecności wśród nas?

Dlatego diabłu najbardziej zależy na tym aby to właśnie w rodzinie wszystko wykoślawić, uczynić karykaturą. Żeby ciało ludzkie było jedynie kawałkiem mięsa, które śmiało należy wyeksploatować, a gdy uznamy je za nieprzydatne, to zafundować mu miłosiernie koniec. Diabeł robi wszystko, żeby miłość przypominała przebieranie wśród tysiąca jeden drobiazgów. Znudzi się jedna zabawka, szukam drugiej…, w taki banalny, zwyczajny sposób.

Człowiek został stworzony, by być kochanym, rzeczy, aby je używać. Niestety, coraz częściej jest tak, że ludzi się używa, a rzeczy się kocha…

/autor mi nieznany 🙂 /

Ile trzeba samozaparcia, żeby miłość nie uległa takiemu wykoślawieniu? Ile trzeba troski o to, żeby rzeczywiście ten znak, ta prawa dłoń męża i prawa dłoń żony zawinięte stułą, później nie zaciskały się w pięści i nawzajem sobie nie wygrażały. Żeby ta dłoń, która zaprasza dzisiaj, jutro nie wskazywała palcem na drzwi, za którymi jest miejsce tego drugiego, ale żeby ta dłoń wskazywała na serce:

w moim sercu jest twoje miejsce, w moich dłoniach, przy mnie możesz czuć się bezpiecznie, bo jestem tym, który każdego dnia zabiega o to, by ta miłość nie była tylko pustym frazesem ale miejscem twojego bezpiecznego schronienia. Chcę abyś uwierzył, że możesz mi zaufać, że cię nie zdradzę, nie oszukam, nie okłamię. Chcę, abyś uwierzył, że nie odwrócę się od ciebie, nawet jeśli wszyscy inni to zrobią

Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział do swoich uczniów:

Już was nie nazywam sługami (…), ale nazwałem was przyjaciółmi,(…) (J 15,15).

Odkąd czuję się przyjacielem Pana, odkąd myślę o sobie w ten sposób, pojawiło się w moim sercu wielkie pragnienie: pragnę, aby Pan (najwierniejszy z przyjaciół) stał się przyjacielem innych. Żeby moja siostra, która przyjaźni się z Jezusem pragnęła całym swoim sercem aby jej brat również stał się Pana przyjacielem.

Tak samo jak w małżeństwie: żona, która przyjaźni się z Jezusem pragnie całym swoim sercem aby jej mąż również stał się przyjacielem Tego, w imię którego zawarli związek małżeński. Jeżeli mąż coraz bardziej zaprzyjaźnia się z Jezusem, to czyż mając takiego przyjaciela żona może się bać, że przyjaciel Jezusa ją zdradzi?

Jeżeli spojrzymy na małżeństwo głębiej, jako na misterium obecności Pana Boga wśród nas, to wspólne życie nie będzie już jedynie jakimś odhaczaniem kolejnych, rutynowo przeżywanych lat, ale ciągłym rozkwitaniem miłości. A zatem:

Nie ma jednego gestu, jednego słowa, jednego wiersza, jednej piosenki, która mogłaby wyrazić najgłębszy sens miłości małżeńskiej, bo nie ma większej miłości od tej, gdy oddaję w ręce Ojca moje życie za kogoś.

Prośmy Ducha Świętego abyśmy dokonywali właściwych wyborów, abyśmy umieli dobierać sobie prawdziwych przyjaciół spośród wielu znajomych, aby zwłaszcza w sytuacjach trudnych byli z nami. To jest bardzo istotne, aby na poważne tematy, rozmawiać poważnie i w poważnych okolicznościach, ale są też i takie chwile, że trzeba zamilknąć i po prostu być.

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: