Naśladowanie Chrystusa - Mój Bajzel - Rozważania -

Uwielbienie – rozważanie 005

7 lipca 2019

Cudownie jest uwielbiać Boga, ale to wymaga uniżenia. Człowiek, który nie doświadczył uniżenia w obecności Bożej nigdy nie będzie Boga wielbił. Może być zdyscyplinowany, uformowany, a wręcz ugrzeczniony, pobożny i trzymający się wyznaczonych zasad i reguł, ale dopóki się naprawdę głęboko nie uniży… nie będzie uwielbiał Boga.

 


Iz 66, 10. 12-14c

Radujcie się wraz z Jerozolimą, weselcie się w niej wszyscy, co ją miłujecie! Cieszcie się z nią bardzo wy wszyscy, którzy się nad nią smuciliście.
Tak bowiem mówi Pan: «Oto Ja skieruję do niej pokój jak rzekę i chwałę narodów – jak strumień wezbrany. Ich niemowlęta będą noszone na biodrach i na kolanach będą pieszczone. Jak kogoś pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę; w Jerozolimie doznacie pociechy».
Na ten widok rozradują się serca wasze, a kości wasze nabiorą świeżości jak murawa. Ręka Pana da się poznać Jego sługom.

 

Ps 66 (65), 1b-3a. 4-5. 6-7a. 16 i 20 /R.: por. 1b/

Refren: Niech cała ziemia chwali swego Pana.
1        Z radością sławcie Boga, wszystkie ziemie, *
2        opiewajcie chwałę Jego imienia,
         cześć Mu wspaniałą oddajcie. *
3        Powiedzcie Bogu: «Jak zadziwiające są Twe dzieła!
Refren: Niech cała ziemia chwali swego Pana.
4        Niechaj Cię wielbi cała ziemia i niechaj śpiewa Tobie, *
         niech Twoje imię opiewa».
5        Przyjdźcie i patrzcie na dzieła Boga, *
         zadziwiających rzeczy dokonał wśród ludzi!
Refren: Niech cała ziemia chwali swego Pana.
6        Morze na suchy ląd zamienił, *
         pieszo przeszli przez rzekę.
         Nim się przeto radujmy! *
7        Jego potęga włada na wieki.
Refren: Niech cała ziemia chwali swego Pana.
16        Przyjdźcie i słuchajcie mnie wszyscy, †
         którzy boicie się Boga, *
         opowiem, co uczynił mej duszy.
20        Błogosławiony Bóg, który nie odepchnął mej prośby *
         i nie oddalił ode mnie swej łaski.
Refren: Niech cała ziemia chwali swego Pana.

 

Ga 6, 14-18

Bracia:
Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Bo ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie.
Na wszystkich tych, którzy się tej zasady trzymać będą, i na Izraela Bożego niech zstąpi pokój i miłosierdzie!
Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa.
Łaska Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech będzie z duchem waszym, bracia! Amen.

 


7 lipca 2019, 11:24

Każdy z nas wie /chyba/, że misterium, które celebrujemy na ołtarzu Pana jest fundamentem radości i mocy, tak dla nas, jak i dla każdego. Ale ilu z nas choćby przeczuwa ogrom tego misterium? Ilu z nas dostrzega wielkość daru ofiarowanego nam przez Stwórcę? Ilu z nas doświadcza prawdziwej nadziei? Ilu – w swojej szarej, czy cokolwiek bardziej “barwnej” codzienności – wykorzystuje te szanse, jakie w sposób realistyczny, a zarazem mistyczny, tajemniczy i głęboki, każdego dnia daje nam Pan? Ilu z nas naprawdę Go uwielbia?

 


Dziś odbyłem kilka dłuższych rozmów telefonicznych, odpowiedziałem na kilka odebranych sms-ów, ale dopiero w wieczornej rozmowie… zobaczyłem coś, czego nigdy wcześniej nie dostrzegałem. Zobaczyłem jak różne jest moje doświadczenie śmierci, na tle świata, w którym żyję. Umiera najbliższa mi osoba… to oczywiście może potrwać. Normalną reakcją /naturalną i w pełni uzasadnioną/  jest smutek, słabość, a nawet ból. Ale co począć, jeżeli ten mój ból nie wypływa z nadchodzącej nieuchronnie rozłąki, ale z mojego beznadziejnego smutku i nieznośnej słabości z powodu reakcji, a właściwie jej braku u moich najbliższych , tych bliskich i dalekich. I to właśnie z powodu tych bliskich /a nie dalekich/, ten beznadziejny smutek wżera się teraz pod skórę tej budowli, którą jestem ja sam. Wznoszę ją od ponad pół wieku, w oparciu o posiadane talenty i umiejętności. Pomocne były w tym moim budowaniu ogólne wiadomości w zakresie ekonomii, psychologii, socjologii, rozwoju technicznego, postępu w medycynie. Ale czy zamknięty na Tego, który obdarował mnie tymi wszystkimi talentami, mogłem na trwale zbudować cokolwiek? Czy mogło powstać cokolwiek trwałego, gdy tak jak dziś, zaprawą była bolesna samotność? Tak! Bo prawdziwą budowlę życia każdy z nas wznosi sam. Oczywiście mamy wybór. Możemy robić to czerpiąc, ze źródła, lub nie. Jakże jednak jesteśmy w tym budowaniu niedbali, jakże wyniośli, zarozumiali i niewdzięczni. Jakże leniwi. Wiemy, że źródło radości i siły jest na wyciągnięcie ręki, a mimo to nie czerpiemy z niego, akceptując zbyt łatwo ten smutny fakt, że jesteśmy naprawdę słabi, a więc “nie zwiodą nas niełatwe cele”. To smutna prawda o naszej słabości: “SMUTEK” i “SŁABOŚĆ”.

 


Boskie Słowa – Urlop bezpowrotny; o. Paweł Gużyński OP

 

Dziś sam Pan, swoim Boskim Słowem,  porusza głębiny mojego serca. Powoli oświeca mój umysł, systematycznie wzmacnia wolę i z każdą chwilą utwierdza w raz dokonanym wyborze, abym mógł prawdziwie się radować, głęboko i z mocą. Na to jednak potrzeba czasu…

 

“Jeździec” – słowa: Jerzy Liebert; muzyka: ja 😀 

 

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». /Mt 3.1-2/

Łukasz  /Łk 13, 18-21/ doskonale obrazuje to królestwo, o którym mówił już Jan:

18 Mówił więc: «Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? 19 Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach».  20 I mówił dalej: «Z czym mam porównać królestwo Boże? 21 Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło».

 


Żyjemy w czasach różnego rodzaju przyspieszaczy. Trudno jest znaleźć prawdziwy, smaczny chleb, który miałby czas dojrzeć, czy szlachetny ser. Dzieci chcą już teraz, zaraz, być dorosłymi, ale gdy dorosną na powrót chcą stać się dziećmi. I wszystko zamiast się zakwaszać to “się kwasi”, jak nasze miny w obliczu majestatu śmierci.

Gdy Chrystus umierał i to Ziarno zostało wrzucone w ziemię i przygniecione głazem, niewielu było takich, którzy wierzyli, że wyda owoc. Bo i z czego? Z tych zalęknionych mężczyzn, którzy uciekli zapierając się Tego, który przecież do nich skierował dzisiejsze słowo o królestwie Bożym? Z tych, z których – jakby się mogło wydawać –  jedyny odważny Mistrza sprzedał, a potem sam się powiesił?  Nie ma co szukać dojrzałych owoców i rozglądać się na boki. Laicyzacja postępuje bardzo szybko. Trzeba przyjmować to Słowo życia i współpracować z Bogiem, aby to właśnie w nas to królestwo Boże wzrastało.

Dwa flesze:

  1. Jest taka scena na początku filmu “Do you believe?” – “Czy naprawdę wierzysz?”):

Ulica Nowego Yorku, chłodny wieczór, mrok. Zza kamienicy wychodzi facet w czapce. Idzie chodnikiem, taszczy wielki krzyż wsparty na rolkach i głośno mówi:

Świat zmierza ku zagładzie. Diabeł wykopał dla was głęboką dziurę. Ludzie walczą o pierwszeństwo…
Wchodzi na skrzyżowanie. Zaczepia przechodzącego mężczyznę:
musisz podjąć ten krzyż bracie, zrób to…
Właściwie już odchodzi, gdy w pewnej chwili zatrzymuje się na skrzyżowaniu samochód. Kierowca w średnim wieku wyraźnie ma zamiar postawić staruszka do pionu. Może chce mu powiedzieć, że się ośmiesza? Może to, że narzucając się, przeszkadza innym wierzyć? Starzec zatrzymuje się, cofa i zwraca się do mężczyzny w samochodzie:
Młodzieńcze. Czy wierzysz w Krzyż Chrystusa?
Jestem pastorem odpowiada kierowca
Staruszek podchodzi, uśmiecha się dobrotliwie, ze zrozumieniem i mówi:
Nie odpowiedziałeś…. Spytałem, czy wierzysz w Krzyż Chrystusa?
Tak pada odpowiedź i staruszek ciągnie dalej
Jest splamiony Krwią. To bolesne…, kocha, wybacza i… wymaga…
Kiedy jest już blisko pochyla się nad odsłoniętą szybą okna samochodu i patrząc głęboko w oczy kierowcy dodaje:
… ale czego?

Nie czekając na odpowiedź dodaje:
Abyśmy byli Jego świadkami…, w tym mrocznym świecie. A jeśli wierzysz, to pytanie brzmi: Co z tym zrobisz?

Nagle do stojącej niedaleko furgonetki włamują się młodociani członkowie gangu. Staruszek biegnie w ich stronę, taszcząc krzyż, krzycząc. Staje od strony kierowcy, który właśnie zdejmuje chustkę maskującą twarz. Staruszek mówi:
Postępujecie wbrew prawu Bożemu.
W tym momencie z otwartego okna wysuwa się dłoń trzymająca odbezpieczony i wycelowany w jego twarz pistolet i padają słowa:
Spadaj świrze, bo skasuję ci kartę zegarową…
Starszy człowiek z pełną powagą ale bez cienia strachu mówi:
Jestem gotowy, a ty?
i nie czekając na odpowiedź mówi…
Powiem Ci co zrobię, będę się za ciebie modlił, za was wszystkich.
Kierowca po chwili wahania dodaje…
Zrób to stary szaleńcze…
Chowa broń, odjeżdża i wtedy z ust starca padają słowa, które wypowiada do samego siebie:
Owszem, oszalałem… na punkcie Chrystusa.

Drugi flesz:

Umierał mężczyzna. Jego żona przez wiele lat modliła się o wiarę dla niego. Przeczuwając koniec desperacko nagabywała go by przyjął księdza. Początkowo wzruszał ramionami, ale w końcu jednak się zgodził. Zrobił to wyłącznie dla niej. Przychodzi kapłan, już starszy i doświadczony ale rozmowa zupełnie się nie klei. Czas mija. W końcu lekko już poirytowany mężczyzna cynicznie zwraca się do kapłana:
Niech mi ksiądz udowodni że Bóg istnieje…, wtedy się nawet wyspowiadam.
A ksiądz pewnie, spokojnie, podchodzi, ujmuje jego dłoń, nachyla się patrząc umierającemu głęboko w oczy i szepce mu cicho:
Proszę pana, za chwilę… pan z Nim się spotka. Po co tracić czas na zbędne dywagacje?
I choć trudno w to uwierzyć, jednak te słowa księdza przekonały tego człowieka. Do końca szukał jakiegoś sposobu, aby zabawić się słowną woltyżerką, a księdzem po prostu zagrać, postawić go w trudnej sytuacji – wybrał sobie taki zawód? Niech teraz się męczy! Niech pokaże na co go stać. Ale doświadczony kapłan nie wdawał się w jakieś dziwaczne spory. Mężczyzna się wyspowiadał, żałował za swoje grzechy, przyjął wiatyk i… umarł. Oczywiście ktoś inny na miejscu tego mężczyzny mógłby w zupełnie inny sposób zareagować… skoro ksiądz tak mnie traktuje to ja nie chcę księdza wiedzieć – zejdź mi z oczu człowieku!  

Warto pamiętać (sobie przypomnieć), że Chrystus przelał swoją krew bez zbędnych dywagacji i za każdego człowieka.

Za tego naprawdę wierzącego, jak Ty i… trochę wierzącego, jak ja.
Za tego inteligentnego, jak Ty i… pomylonego, jak ja.
Wrażliwego na innych,  jak Ty i… obojętnego cynika, jak ja.
Za człowieka, który całe życie pracował uczciwie jak Ty i… kombinatora, jak ja.
Za tego, który przykładnie przeżył życie z jedną żoną i… tego, który “miał ich trzy”, jak ja.
Za tych wszystkich, którzy ratują życie innym i… za tego, który je lekkomyślnie tracił…  😀

Pewnie trudno w to uwierzyć, czytając tą “moją” dobrą nowinę o Bogu, który przyjął ludzkie ciało, umarł za nas, zmartwychwstał i przychodzi do nas w Eucharystii, w Sakramencie Pojednania i w każdym stworzeniu. Jeżeli więc masz gdzieś z tyłu głowy to:

Trudna jest ta mowa , jakaś dziwna. Któż może jej słuchać? Mało tego, słuchać…. Jak ktoś może tak układać swoje życie, by potwierdzić prawdziwość tej mowy /słów Chrystusa/

…oddaj to Chrystusowi jeszcze w tej chwili. Apostołom też było ciężko. Szczególnie wówczas gdy Chrystus miał iść na Golgotę, by tam oddać się w ręce oprawców. Tylko święty Jan wytrwał pod krzyżem. Jedynie ta prawda, że Chrystus rzeczywiście powstał z martwych i spotkał tych, którzy w Niego zwątpili mogła ich przywrócić do życia. Nasza wiara jest umocowana na ich świadectwie, czy można tak…, lekką ręką zepchnąć tę prawdę na margines? Czy można wiarę w Chrystusa wsadzić pomiędzy mity i baśnie? Czy można potraktować ją jak tanie pocieszenie?

Chrystus wcale nie przyszedłem nas pocieszać, nie rozdawał jakichś pastylek na ból, pigułek. Dał nam nieskończenie więcej, niż kiedykolwiek moglibyśmy zapragnąć. Oddał nam samego siebie i na tym i tylko na tym polega ta moja więź z Nim.

 


VARIA – Siedlce, 26 lutego 2014

 

Wprowadzenie

/w ramach  spotkania wspólnoty neokatechumenalnej/

 

Drodzy Bracia!

Czy ktoś z Was rozumie zamysł Boga co do swojej osoby? Ci, którzy Go do końca rozumieją, mogą wyjść – szkoda waszego czasu. Ale na szczęście jest tu wielu – wraz z nimi ja sam – którzy z głębi serca powtarzamy za św. Pawłem: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!” (Rzym. 11,33).

Oczywiście, że dla ograniczonego człowieka niemożliwością jest pojąć nieograniczonego Boga. Dlatego rozważając to wprowadzenie zmuszony jestem myśleć o stopień niżej od tego, co zamierzam napisać, a słuchając mych słów myślcie o poziom niżej od tego, o czym usiłujecie myśleć. /zaczerpnięte z myśli teologicznej A.W. Tozera /

Za chwilę usłyszycie czytania przewidziane na dzisiejszą liturgię, wtedy sobie pofolgujcie – WYBRANIE i POSŁANIE oto dzisiejszy, jakże obszerny, temat na rozważanie. Od siebie powiem tylko tyle, że na ile rozumiem pouczenia biskupa Kiernikowskiego: “nic nie dzieje się z przypadku” A teraz zacytuję tego, którego tak chętnie przywołuje nasz Pasterz diecezjalny, przywołuje i tłumaczy nam, na język naszego codziennego życia. Paweł – wybrany przez Boga:

“Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam.”

Ten sam Paweł głosi nam Wolę Bożą:

“Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka bowiem jest wola Boża w Jezusie Chrystusie względem Was!

A teraz słowa z Homilii na Boże Ciało, wypowiedziane przez naszego biskupa Zbigniewa /30.05.2013 r./ Najlepiej wprowadzą nas w świat ludzi wybranych i posłanych:

“Nosimy w sobie tajemnicę Jezusa Chrystusa, a On przychodzi do mnie, nie w celu poprawienia samopoczucia, lecz uczynienia mnie gotowym, by przejść przez bramy śmierci. To wszystko dzieje się w naszym śmiertelnym ciele z którym nie zawsze jesteśmy pojednani. Bogu niech będą dzięki za tę śmiertelność, gdyż dzięki niej nosimy w sobie tajemnicę Jezusa Chrystusa. On nie powierzył jej aniołom, ale nam, słabym i ułomnym ludziom. Spożywajmy więc tę tajemnicę Ciała i Krwi Pańskiej, a będziemy błogosławić Boga w każdej chwili i w każdym czasie.”

Po sześciu latach  przyznaję całkowitą rację biskupowi Kiernikowskiemu, ale jednocześnie ośmielam się dopowiedzieć:

IMO – cudownie jest uwielbiać Boga, ale to wymaga uniżenia. Człowiek, który nie doświadczył uniżenia w obecności Bożej nigdy nie będzie Boga wielbił. Może być zdyscyplinowany, uformowany do konsystencji dobrze wyrobionej plasteliny, a wręcz ugrzeczniony, pobożny i sztywno trzymający się wyznaczonych zasad i reguł, ale dopóki się naprawdę głęboko nie uniży… nie będzie uwielbiał Boga.

 


Niedziela, 7 lipca 2019
II tydzień psałterza
XIV NIEDZIELA ZWYKŁA C

Łk 10, 1-20

Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. 10 Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: 11 Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. 
12 Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. 13 Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. 14 Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. 15 A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz! 16 Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał». 17 Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają». 18 Wtedy rzekł do nich: «Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. 19 Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. 20 Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie». 

 

W innym miejscu matka synów Zebedeusza wyprasza u Jezusa “więcej niż coś dobrego”. Chce dla swoich synów aby Jezus wyniósł ich na szczyt, a przecież Panu właśnie na tym zależy. Zależy Mu na nich dobru, i na takim dobru, o którym nawet ich matka nie marzyła w najskrytszych pragnieniach, o którym nawet nie śniła. Oto mają pić krew Pana, a swoją krew już oczyszczoną Jego krwią, przelać tak jak On. Wtedy Pan zwraca się do oburzonych dziesięciu Apostołów

42 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: «Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu». 

Gustave Thibon dzieli się z nami taką refleksją:

“Getsemani. Bóg przysłonięty przez człowieka. Jezus obudzony ze swojej boskości jak ze snu. Uwaga pewnego niewierzącego: “wierzył, że jest Bogiem, tego dnia przekonał się, że jest tylko człowiekiem” i Gustave Thibon dopowiada: wcielenie nie byłoby całkowite, gdyby nie to upokorzenie.”

Czy można sobie wyobrazić większe ogołocenie, niż to, gdy Pan krzyczał z krzyża: “Boże mój, czemuś mnie opuścił”? Ale Jego krzyk nie miał nic z inscenizacji, nie był pozorowaniem tragizmu swojego losu. Nie po to Bóg przyjął nasze ciało, nie po to doświadczył w nim śmierci, złożenia do grobu, aby stać się jakąś pocieszną – już nawet nie pocieszającą nas – iluzją, że Stwórca jest podobny do stworzenia. Pan stał się jednym z nas i nie jest Mu obce nic, czego i my doświadczamy. Ale kim my jesteśmy?

Jesteśmy ludźmi, którzy dorobili się grupki braci, czasami pomocnych w życiu 😀 Ale czy Bóg chce abyśmy ich utracili? 😀 Na pewno nie. Przecież to oni mają nam pomóc wejść na szczyt. Jeżeli mamy cokolwiek stracić w naszym życiu, to przede wszystkim ich diaboliczne iluzje, w których żyją i którymi nas zarażają, że to co osiągnęliśmy w życiu rodzinnym,  zawodowym, społecznym, a przede wszystkim duchowym to szczyt naszych możliwości.

 

 

 

 

 

 

 



Dodawanie komentarzy dla zalogowanych użytkoników: